6 rzeczy, które fit dziewczyny robią inaczej

6 rzeczy, które fit dziewczyny robią inaczej

Post navigation

13 komentarzy

  • Jak zwykle świetny post ☺ Dzieki za kolejną motywację! Czuję, ze przemieniam się powoli z jednego typu czlowieka (tego leniucha) w fit szczesliwego czlowieka 🙂 Nie jest to moje pierwsze podejscie ale zadne z nich nie trwalo tak długo. Poza tym, moj sposob myslenia tym razem jest calkiem inny 🙂 Dlatego mam wielka nadzieje na zmiane swojego życia na stałe 🙂

  • Przekonałaś mnie z tymi zakwasami i do krótkich treningów też. Zaczynam jutro, dziś już za późno. dzięki!

  • Fajny post! To prawda – zdrowo trzeba żyć a nie tylko łapać jednorazową zajawkę na miesiąc lub dwa. Na swoim przykładzie wiem, że można się zakochać w zdrowym stylu życia 🙂

  • Cześć 🙂 Jestem pierwszy raz, strona bardzo sympatyczna, Ty również 😉 Fajnie jest być fit dziewczyną, a czas na trening zawsze się znajdzie 🙂 Dla mnie najbardziej czasochłonne jest przygotowywanie półproduktów pod posiłki (np. uprażenie jabłek, ugotowanie kaszy jaglanej, uduszenie lub ugotowanie warzyw), później jest już z górki 🙂 FIT dziewczyny górą! 😉

  • Przeczytałam pierwszy akapit i stwierdziłam, że to nie o mnie ale chętnie przeczytam o tych tajemnych fitmocach. I z każdym kolejnym punktem utwierdzałam się w przekonaniu, że jestem (!!!!) początkującą bo początkującą ale jednak! Jestem fit dziewczyną!

  • „Badania wykazały, że istnieje związek pomiędzy spaniem a jedzeniem – jeżeli osoba notorycznie się nie wysypia, ma w dzień o wiele większy apetyt i w rezultacie szybciej tyje.”
    Po części zgadzam się z tym twierdzeniem, ale zostało ono IMO tak kulawo ujęte, że nie oddaje istoty rzeczy – zupełnie naturalne zjawisko wydaje się być dziwnym przy tak skonstruowanej tezie.

    Zauważyłam, że kiedy zarywam z powodu studiów nocki (a robię to oczywiście okazjonalnie, a nie notorycznie – ciężko wytrzymać zbyt długo bez snu), to faktycznie, w ciągu takiego dnia po zarwanej nocy mam zauważalnie większy apetyt. Wydaje mi się, że ma to banalne biologicznie uzasadnienie – w ciągu nocy (podczas snu) metabolizm zwalnia, więc kaloryczne zapotrzebowanie organizmu jest mniejsze. Kiedy zarywasz nockę, zapotrzebowanie kaloryczne Twojego organizmu drastycznie rośnie (bo te 8 godzin, które normalnie Twój organizm przetrwałby w trybie energooszczędnym, pracujesz na normalnych albo nawet na zwiększonych obrotach), nie jest więc dla mnie czymś szczególnie dziwnym, że objawia się to również zdecydowanie większym apetytem niż zwykle. Ja zazwyczaj od zarywania nocek nie tyję, a spektakularnie chudnę, ponieważ skoro nie mam czasu spać, to całkiem logicznym jest, że nie mam również zbyt wiele czasu na to, by coś jeść, jednak rozumiem, że można bardzo łatwo od takiego zarywania snu przytyć – wystarczy, że tuż po skończeniu projektu, przez który nie spałeś i nie jadłeś, rzucisz się najpierw na jedzenie, jedząc tyle, ile podpowiada Ci Twoje zmęczone ciało (próbujące wyrównać sobie jedzeniem deficyt energetyczny), a potem nagle, po najedzeniu się po czubki uszu, padniesz na wyrko, by w końcu odespać zarwaną noc… wiadomo, że w cycki to raczej nie pójdzie 🙂

    Podobny mechanizm może zachodzić przy niedosypianiu, ale czy notorycznym?? Jeśli notorycznie, to i tycie będzie takie samo, jak zwykle, a nie szybsze, tak samo apetyt – może większy, niż powinien być „normalnie”, ale osoba, która przyzwyczaiła się, że nie dosypia, nie zauważy różnicy i tego zwiększenia się apetytu, dopóki nie zmieni trybu życia na zdrowszy.

    • Polecam: https://www.codzienniefit.pl/2015/11/sen-dlaczego-jest-wazny.html

      „Ale do sedna: badania przeprowadzone jakiś czas temu wykazały, że osoby, które ciągle nie dosypiają i śpią za mało, mają zdecydowanie większy apetyt i dużo łatwiej ulegają pokusom. Wynika to z faktu, że im mniej śpimy, tym więcej podnosi nam się poziom „hormonu głodu” – greliny. To z kolei powoduje wzrost apetytu i więcej zjedzonych kalorii w ciągu dnia. Sprawa nie jest błahostką, bo według badań poziom greliny w grupie, która zarwała noc wzrósł aż o 22 procent!”

  • mam takie pytanko jak sobie obliczyć zapotrzebowanie kaloryczne, bo chciuałabym przejśc na redukcje. A moja ostatnia 1200 kalorii spowodowała efekt jojo i nie wiem już na internecie za każdym razerm mi wychodzi inaczej.

  • A ja mam prośbę. Może nagrałabyś trening typowo rozciągający? Przyznam, że moim marzeniem jest zrobić szpagat, którego nigdy nie umiałam. Bądź też realne rady jak daleko można się posunąć aby nie nabawić się kondycji. Niektóre znalezione ćwiczenia mają pozycje, które ciężko jest zrobić – czy wtedy jest sens robienia ich tak jak umiemy czy skupiając się na innych, aż będziemy umieli zrobić i tą (m.in. nogi w żabkę)? Pozdrawiam! 🙂

Zostaw odpowiedź

back to top