Jak ćwiczyć i żyć zdrowo, kiedy nie masz czasu?

Wbrew pozorom, wcale nie trzeba drastycznych zmian w życiu, żeby nagle je zmienić i zacząć żyć bardziej świadomie, zdrowo i aktywnie. Nawet, jeśli wydaje ci się, że masz harmonogram, który pęka w szwach – uwierz mi, że da się wprowadzić w życie kilka trików, które pozwolą ci na dodatkowy trening tygodniowo czy lepsze trzymanie się zdrowej diety.

Zacznijmy od tego, że na samym początku trzeba zrozumieć jedną rzecz – nie wszystko musi być idealne. Zdrowe życie nie polega na codziennym treningu nawet, jeśli bardzo źle się czujesz, albo jedzeniu o konkretnych godzinach konkretnych rzeczy, bo inaczej świat się zawali, a waga pęknie od nadmiaru twojej masy. Nie. Zdrowe życie to zbilansowanie – jakaś równowaga między tym, żeby o siebie dbać, a tym, żeby mieć też coś z życia (na przykład niezdrowego hamburgera raz na jakiś czas).

Mam naprawdę sporo rzeczy na głowie i czasami przeszkadza mi to w prowadzeniu takiego stylu życia, jaki chciałabym prowadzić. Czasami nie mogę zrobić treningu, bo nie wyrabiam się czasowo, albo jem cokolwiek, bo nie mam kiedy przygotować odpowiedniego posiłku. Jednak im dłużej człowiek ma sporo na głowie, tym więcej uczy się organizacji i poskładania tego wszystkiego tak, żeby jednak znaleźć chwilę dla swojego zdrowia i ciała. 🙂 I nagle okazuje się, że to wcale nie jest takie arcytrudne – wystarczy tylko pomyśleć. No, albo użyć tych trików:

JAK ŻYĆ ZDROWO, KIEDY NIE MAM CZASU?

1. Nie ma nic gorszego niż brak czasu i brak pojęcia, co mam w lodówce i jakie posiłki mogę przyrządzić. Dlatego jednym z podstawowych trików, które stosuję jest przygotowanie menu na ok. 5 dni. Dzięki temu jak czegoś nie zjem, to się nie zepsuje. Wypisuję na kartce śniadania, przewidywane drugie śniadania, obiady i kolacje. Potem na podstawie menu robię listę zakupów i idę na szybkie łowy do supermarketu. Oszczędza czas, a dodatkowym bonusem jest oszczędzanie pieniędzy – zakupy z listą wychodzą taniej, naprawdę.

2. Obiad robię koniecznie dwudniowy. Robienie codziennie innego obiadu w momencie, w którym nie masz czasu, żeby się chociaż podrapać, jest kompletnym marnowaniem czasu.  Tutaj największym przyjacielem są plastikowe pojemniki – dzielę na porcje i wrzucam do pojemnika, a potem tylko wykładam na talerz i odgrzewam.

3. Jeżeli nie mam czasu w ciągu dnia, wieczorem przygotowuję WSZYSTKIE posiłki w pojemnikach. Zarówno na wynos na uczelnię, tak jak i śniadania czy kolacje (albo przynajmniej przygotowuję składniki). Nie mam wtedy wymówki, że nie zdążyłam zrobić czegoś zdrowego do jedzenia – idę spać o 15 minut później, ale potem w porze posiłku tylko wyciągam pojemnik z lodówki i już. Gotowe!

4. Jeżeli mam zajęte dni, koniecznie wstaję pół godziny wcześniej i robię trening rano. Lepszy jakikolwiek trening niż żaden – to złota zasada. Poza tym, w czasie zajętego dnia jak nie zrobię go rano to nie zrobię go już później w ogóle – i to się sprawdza. Zawsze będzie jeszcze coś do zrobienia, coś do dokończenia, zanim się obejrzę, będzie pierwsza w nocy i tyle by było.

5. Jeżeli kompletnie nie mam czasu na trening na dworze czy na siłowni – robię go w domu. Korzystam z własnych zestawów albo z ćwiczeń znalezionych na Pintereście.

7. Przy miejscu, w którym pracuję, zawsze mam butelkę wody (nie potrafię pić wody ze szklanki, nie sprawia mi to przyjemności), a w kuchni coś zdrowego do przekąszenia – kawałki jabłka posmarowane masłem orzechowym, arbuz, truskawki, borówki, wafle ryżowe z gorzką czekoladą (najlepsze są te z brązowego ryżu).

8. Pamiętam, że najważniejsza jest organizacja – wszystkiego. Wiem, co mam zjeść, bo planuję menu, wiem, jaki trening zrobić i co najważniejsze: mądrze planuję rzeczy do zrobienia, lecąc priorytetami. Najpierw tworzę listę rzeczy do zrobienia dzisiejszego dnia i zaczynam od tych najważniejszych i najtrudniejszych. Warto wziąć pod uwagę, że nie wszystko da się zrobić i nie jesteśmy alfą i omegą – więc czasami warto wyluzować, zamiast się niepotrzebnie spinać.

9. Jeśli czeka mnie podróż i nie mam czasu na robienie kanapek i jedzenia, kupuję gotowe sałatki, wcześniej sprawdzając ich skład. Jeśli nie ma w nich cukru, oleju palmowego, niezdrowych rzeczy, a ich wartości odżywcze są w porządku – kupuję i mam z głowy. Czasami korzystam z gotowych sałatek w Biedronce – ale tutaj musicie patrzeć na to, jaka to sałatka, bo często różnią się składem (jedne są zdrowsze, drugie mniej)

Mam nadzieję, że Wam to pomoże 🙂 Możecie macie jakieś swoje patenty?