Problem z trzymaniem diety? To zjedz już tę nutellę!

Ludzie, świat się wali. Zamiast wrzucać kolejny przepis na sałatkę, motywować do drugiego treningu albo zrobienia super dietetycznego ciasta, ja nawołuję do jedzenia Nutelli.
Ale uwierzcie mi, że czasami to będzie dużo lepsze dla waszych efektów, niż najzdrowsza przekąska.

Ostatnio ktoś napisał mi, że zdrowe zamienniki są jak najbardziej pyszne, ale prawie nigdy nie są tak dobre, jak „niezdrowe” oryginały. I że ciężko być fit, kiedy musisz wmawiać sobie, że krem z awokado i kakao smakuje równie dobrze, co Nutella prosto ze słoika, a marchewka z hummusem jest lepszą przekąską, niż nachosy z pikantnym dipem.

I teraz następuje ten moment, kiedy powinnam Wam napisać, że to kwestia naszych kubków smakowych, które przecież się zmienią, że to przyzwyczajenie, że z biegiem czasu…

Dajcie spokój.

Zdrowe zamienniki są świetne i to idealna opcja, żeby pogodzić nasze pragnienie bycia zdrowym oraz w formie z zachciankami, ale… to nie zawsze wystarcza. I nie zawsze satysfakcjonuje. Czasami możemy zjeść tony zastępnika, a dalej będzie nam się chciało tego jedynego, niepowtarzalnego smaku ulubionych chrupek, batonika, czy loda.

I w takim wypadku czasami (podkreślam – czasami, a nie za każdym razem) rzeczywiście lepiej jest sięgnąć po niezbyt zdrowy oryginał, niż próbować go zastępować kolejnymi wymysłami, które nie dają satysfakcji… a które skutecznie mogą sabotować naszą dietę!

ZAKAZANY OWOC I UCZUCIE RYGORU

Jeśli za każdym razem definitywnie i stanowczo zabronimy sobie jakiegoś produktu, to po pierwsze – zwiększamy prawdopodobieństwo, że będziemy mieli na niego ochotę.
Zakazany owoc kusi najbardziej. To bardzo przeszkadza w utrzymaniu zdrowej diety, ponieważ nie da się ukryć, że w słabszej chwili czy w gorszy dzień prawdopodobnie sięgniemy po ten nasz zakazany produkt i bardzo często poszalejemy z jego ilością (no jak już jem, to na bogato!).

Fot. Fotografia dla biznesu Agata Matulka

Druga sprawa – uczucie rygoru. Nie mogąc tego, tamtego i siamtego większość osób będzie odczuwać rygor, który będzie wywoływał w nich uczucie buntu. Zwłaszcza, jeśli nasi znajomi, rodzina czy domownicy będą zajadali się naszymi ulubionymi rzeczami, a my będziemy robić swój zdrowy zamiennik i ślinić się do ich talerza.

Prędzej czy później dużo osób zaczyna czuć, że tak nie chce – i jak małe dziecko będzie robić sobie na złość i sięgać po zakazane („wszyscy to jedzą, a ja nie! Dlaczego muszę się tak męczyć, zdrowa dieta jest do kitu!”).

JAK ZDROWE ZAMIENNIKI MOGĄ PSUĆ TWOJĄ DIETĘ

Jest jeszcze jedna kwestia, która sprawia, że czasami zdrowy zamiennik wcale nie jest lepszy od oryginału.

Czasami bywa tak, że mamy bardzo na coś ochotę, ale chcemy być perfekcyjni, jeść w stu procentach zdrowo i „nie dać się” zachciankom. Postanawiamy więc zjeść zdrowy zamiennik. Jemy więc jakąś ilość, ale ochota na „niezdrowe” nie przechodzi. Więc zjadamy więcej. I więcej. Bo przecież to jest zdrowe, prawda? Kulki mocy, chipsy bez tłuszczu, nawet masło orzechowe czy chociażby hummus. Zdrowe, więc jemy. I jemy. I jemy.

Fot. Fotografia dla biznesu Agata Matulka

A potem jest zdziwienie, bo ćwiczę, jem zdrowo, nie jem słodyczy, unikam chrupek, a zamiast chudnąć czy nabierać mięśni – to obrastam tłuszczem! A my po prostu próbując dusić nasze zachcianki, zajadamy je zdrowym jedzeniem, które w bardzo dużej ilości przecież też może spowodować nadwyżkę kaloryczną i dodatkowe kilogramy na wadze.

RUSZ GŁOWĄ!

Wniosek jest naprawdę prosty.
Czy „niezdrowe” słodycze czy przekąski nam służą? Nie. Czy powinny być filarem zdrowej diety? Nie. Czy powinniśmy jeść je codziennie? Nie. Czy mają dobry skład? Zazwyczaj nie. Ale czy czasami są lepsze niż wysublimowane ciasto bez cukru, mąki, masła, jajek i wszystkiego? Tak!

Dla naszej głowy – na pewno. Dla utrzymania chęci do zdrowego trybu życia – także.

Zasada jest prosta: zawsze należy ruszyć głową przed podjęciem decyzji. Zamiast zapędzać się w różnego rodzaju zakazy, nakazy, restrykcje, wpadać w wir zamienników i w ogóle nie brać pod uwagę możliwości „zgrzeszenia” – podejść do sprawy z rozsądkiem.

Wiadome jest, że zazwyczaj (zwłaszcza, jeśli np. zachcianki na słodycze mamy codziennie) lepiej jest wybrać zdrową opcję, która chociaż trochę nas usatysfakcjonuje, a jednocześnie pozwoli nam przybliżyć się do naszego celu czy po prostu jeść zdrowo. Ale czasami naprawdę lepszą opcją będzie ulubiony baton niż nawet najlepsza zdrowa przekąska, która pozostawi w nas uczucie rygoru i „niesprawiedliwości”.

I mała rada ode mnie: zachęcam do słuchania własnego organizmu i robienia takich odstępstw wtedy, kiedy WY macie na to ochotę, a nie kiedy wypada.
Zdarza się przecież, że idziemy gdzieś ze znajomymi i naprawdę wolimy zjeść sałatkę, a nie koniecznie wypijać dwa litry piwa i zagryźć to chipsami. Czasami u babci nie mamy ochoty na ciasto, tylko zadowolimy się kawą.


TO TY POWINIENEŚ DECYDOWAĆ, KIEDY CHCESZ ZJEŚĆ COŚ „POZA PLANEM”.
Nie zawsze musicie łamać swoje zasady, bo „taka okazja” – róbcie to wtedy, kiedy naprawdę macie na to ochotę, a nie dlatego, że „trzeba”, czy „wypada”, albo „rano i tak mi źle poszło, więc już nieważne, zdrowo zacznę od jutra”.

Dzięki temu takie odstępstwa nie będą zdarzały się codziennie, a wtedy, kiedy Wy o tym zdecydujecie.

To jakby tu zakończyć ten wpis… smacznego? 🙂