Jak się zmotywować, kiedy masz gorszy okres? 5 moich sposobów na bycie fit, kiedy nie masz czasu, ochoty ani humoru

Na filmikach motywacyjnych wszystko wydaje się takie łatwe. Wstajesz wcześnie rano, idziesz na poranny trening, jesz zdrowe śniadanie, wciskasz jeszcze dziesięć minut medytacji, rozciągania czy innego szukania swoich czakr, a następnie naładowany pozytywną energią, idziesz do pracy albo szkoły. Wyciągasz zdrowy lunchbox, potem kończysz pracę, idziesz na kolejny trening, czytasz książkę i idziesz spać na pełne osiem godzin…


… i może czasami tak jest. Ale są też dni, kiedy ledwo pamiętasz o tym, jak się nazywasz, naczynia czekają w zlewie czwarty dzień i ostatnie o czym myślisz, to przygotowanie sobie brokuła do pracy i trening o jakiejkolwiek porze.

Gorszy okres dopada każdego. Jak sobie wtedy radzić, żeby mimo wszystko chociaż w ułamku procenta być fit? Oto kilka moich patentów na motywację, kiedy mamy gorszy okres – niezależnie od tego, czy jesteśmy zapracowani, smutni czy zestresowani.

NIE CHODZI O TO, ŻEBY CISNĄĆ MIMO WSZYSTKO

Zanim zaczniemy – każdy ma prawo do gorszego okresu, kiedy ma tak naprawdę w czterech literach bycie fit, regularne ćwiczenia czy super zdrowe posiłki – i to jest w porządku. Jesteśmy tylko ludźmi i słabsze dni to coś naturalnego.

… jednak bardzo często w takim gorszym okresie fakt, że nie ćwiczymy i nie jemy tak, jakbyśmy chcieli powoduje, że czujemy się jeszcze gorzej.  To z kolei sprawia, że ciągle obiecujemy sobie poprawę i codziennie od nowa przekładamy dzień, w którym wreszcie zrobimy cokolwiek… chociażby po to, żeby przestać czuć się aż tak źle.

Następuje „jutro”, a potem kolejne, i kolejne, i kolejne… aż nagle orientujemy się, że ostatni raz rozkładaliśmy matę miesiąc temu, a od dwóch tygodni żywimy się chlebem z plastrem sera i mrożoną pizzą.

Słowem: przestaje być dobrze. 

I właśnie żeby temu zapobiec, podrzucam Wam mój własny plan ratunkowy, który wdrażam za każdym razem, kiedy okazuje się ,że ja mam swoje plany, a życie swoje.

JAK BYĆ FIT W TRAKCIE GORSZEGO OKRESU – 5 SPOSOBÓW

Przede wszystkim musisz sobie uświadomić, że niestety ale gorsze okresy w naszym życiu będą się pojawiać – i mało co możemy z tym zrobić.

Jeśli taki okres jest związany głównie z twoim samopoczuciem psychicznym, gorąco zachęcam do konsultacji z psychologiem lub terapeutą – to specjalista jak każdy inny, a nasze zdrowe psychiczne jest równie ważne, co te fizyczne.

W porządku, a teraz już przechodzę do sedna – mój plan ratunkowy na wszystkie te czasy, kiedy nie mam kiedy podrapać się po uchu.

1. Zapomnij o motywacji, inspiracji czy chęci. 
Przepraszam, ale oczekiwanie na cudowny zew inspiracji w momencie, kiedy z ilością pracy się nie wyrabiasz, kiedy jesteś w żałobie, masz zły humor, albo cokolwiek niedobrego dzieje się w twoim życiu, jest bardzo, bardzo naiwne. Motywacja jest kapryśna – raz jest, raz jej nie ma i na pewno nie jest to znajoma, której warto ufać.

Zamiast czekać na to, aż pewnego ranka ci się zachce – zrób konkretny plan. Tak, jak ustalasz godzinę wizyty u dentysty, tak ustal konkretną godzinę, kiedy robisz coś dla siebie – próbujesz ćwiczyć albo przygotujesz zdrowy posiłek do pracy.

U mnie z powodu pracy o różnych porach, trening też ma różne pory – ale zawsze ustalam to sobie dzień wcześniej. Jest to zawsze konkretna godzina i konkretny trening – żeby już nie szukać na szybko filmu, ćwiczeń, rozpiski…

2. Postaw na plan minimum.
Pierwsza zasada w trakcie gorszego okresu: bądź ze sobą szczery. Jeśli do tej pory nie miałeś ochoty się ruszyć, nie czaruj, że będziesz od jutra ćwiczyć 6 razy w tygodniu. Postaw na plan minimum:  niech to będzie nawet jeden czy dwa treningi w tygodniu, po 20 minut. Starczy. Chodzi o to, żeby znów zacząć się ruszać. Najważniejsze to KONKRETNA wizja.

Np. ja obecnie mam ustaloną konkretną ilość minut dziennie.  Codziennie staram się dobić do tego limitu.

Tak samo z żywieniem – nie obiecuj sobie super diety, jeśli nie masz czasu zrobić porządnego obiadu.  Ja zawsze w takim okresie stawiam na:

  •  zdrowe gotowce: zupy krem z dobrym składem, produkty mrożone z dobrym składem (np. ryba zapiekana w piekarniku z sosem – ostatnio znalazłam w Biedronce), produkty półgotowe z dobrym składem;
  • mega proste dania: zwykłe kanapki, tosty, jogurt z owocami, owsianka, dania jednogarnkowe, które robi się w 10 minut. Jem maksymalnie prosto i zdrowo, ale tak, żeby nie stać przy garach – to nie ma w takim okresie sensu!
  • gotowanie tego samego obiadu i jedzenie go np. przez 2 dni, tak samo kolacje, drugie śniadania czy podwieczorki – nie musisz codziennie jeść czegoś innego;
  • ograniczenie liczby posiłków, jednocześnie zwiększając ich objętość – nie musisz wtedy przyrządzać pięciu posiłków, a np. tylko trzy.

3.  Nie porównuj się do innych
Wiecie, co jest dla mnie często najgorsze w zabieganych okresach? Moment, kiedy wchodzę na swoje profile i widzę jak wszystkie koleżanki-trenerki zasuwają po dwa treningi, moje czytelniczki robią coś dodatkowego, a ja ledwo mam czas, żeby zrobić 20 minut tabaty. O ile mi się poszczęści.

Fot. Wojtek Rudzki

Takie porównywanie się do innych może skutecznie zabić w nas resztki jakichkolwiek chęci do czegokolwiek. Więc kolejna zasada: nie porównuj się. Jeśli trzeba – na czas gorszego okresu wycisz konta w social mediach, które wywierają na ciebie presję, sprawiają, że czujesz się źle.  Skup się na sobie, na swoich celach i na tym, żeby w tym gorszym czasie zrealizować plan minimum. To już jest ogromne osiągnięcie!

4. Doceniaj małe rzeczy.

Udało ci się pierwszy raz od tygodnia zjeść zdrowy obiad zamiast mrożonej pizzy? Wyskoczyłaś na 15 minut treningu? Przebiegłaś kilometr, dwa, trzy? W tym tygodniu udało ci się poruszać dwa razy?

Pochwal się. Mówię serio.
Jeśli masz gorszy okres i udało ci się zrobić cokolwiek – to już jest sukces. Ciesz się tymi momentami.  Im więcej pozytywnych emocji będziesz wokół tego wywoływać, tym łatwiej będzie ci to powtórzyć – bo będziesz pamiętać, jakie zadowolenie czuć po fakcie.

5. Nie patrz w przeszłość.

Jeszcze do niedawna ćwiczyłam 5 razy w tygodniu, a teraz ledwo dwa treningi„, „miesiąc temu biegałam po 10 kilometrów, a teraz raz na parę dni zrobię 4” – nie myśl w ten sposób. To oczywiste, że kiedy masz mniej pracy, zmartwień lub lepsze samopoczucie, to łatwiej jest ci trenować, jeść zdrowo czy robić więcej. Jeśli jednak masz niezbyt ciekawy czas – to tak jak pisałam wyżej – doceń to, że udało ci się zrobić cokolwiek.

fot. Fotografia dla biznesu Agata Matulka

Nie patrz ciągle w przeszłość i nie rozmyślaj tyle o czasach, kiedy to była najlepsza forma życia, największa aktywność i codzienna motywacja. Łatwo być fit, kiedy wszystko jest w porządku. Na pewno jeszcze do tego wrócisz, ale na ten moment najważniejsze jest to, żeby zrobić cokolwiek.
Bo to już jest COŚ. Takie z dużych liter.

GORSZE OKRESY TO COŚ NATURALNEGO. NAUCZ SIĘ ŻYĆ Z NIMI, A NIE JE PRZECZEKIWAĆ

… chyba wszystko, co chciałam powiedzieć, tak naprawdę przekazałam w nagłówku tego akapitu.

Gorszy czas będzie się pojawiał. I to nie raz i nie dwa. W życiu czekają nas różne sytuacje i chociaż bardzo bym chciała, to niestety świat nie poczeka, aż poczujemy się lepiej, uspokoi się w naszej pracy albo złapie nas motywacja do działania.

Dlatego zamiast to za każdym razem przeczekiwać… spróbuj z tym funkcjonować. Jakoś. Wiem, że czasami się nie da, albo że jest ciężko. Nie mówię o tym, żeby cisnąć na siłę i zaciskać zęby. Nie chodzi o głupie parcie do przodu.

Tylko o drobną rzecz, która być może sprawi, że poczujesz się lepiej.  Bo chyba nigdy po wykonanym treningu nie czułeś się gorzej, co? Nie licząc oczywiście obolałych mięśni. 🙂

A Wy macie jakieś sposoby na gorszy okres? Raczej czekacie aż przejdzie, czy walczycie i próbujecie coś zmienić?