3 treningi dziennie, zdrowe jedzenie i drużyna CF – jak tak naprawdę wyglądał mój obóz? Kulisy i relacja! [FOTO/WIDEO]

Postawmy sprawę jasno: na mój obóz nie przyjeżdżamy po to, żeby dwa razy machnąć nogą, a następnie rozebrać się do rosołu i opalać przez cały dzień. Dziewczyny, które wybierały się na obóz miały świadomość, że będą trenować, jeść zdrowo i prawdopodobnie ruszać się dużo więcej, niż na co dzień. Tyle w teorii.
Bo w praktyce myślę, że nie do końca spodziewały się, jak to wszystko będzie wyglądać. I myślę, że Wy też możecie nie wiedzieć. Dlatego mam dla Was relację z naszego obozu Codziennie fit Camp powered by PUMA – chodźcie zobaczyć, jak to tak naprawdę wyglądało!

Kocham ten obóz.

To znaczy – żeby była jasność: jest przy nim naprawdę dużo pracy i w trakcie są momenty, że ledwo żyję i w przerwach między treningami robię sobie drzemki. Ale możliwość poznania na żywo dziewczyn z drużyny Codziennie Fit, trenowanie z nimi dzień w dzień i atmosfera, która tutaj panuje to coś, czego nie da się podrobić. Dodając do tego fakt, że w trakcie obozu jest ze mną zarówno Patryk, jak i nasza kotka Nitka: wydaje mi się, że po prostu na obozie niczego więcej nie potrzebuję do szczęścia.

Na samym dole zobaczycie także mojego vloga (czyli relację w formie wideo – taki mój pamiętnik), a poniżej możecie zobaczyć krótki filmik z najważniejszymi wydarzeniami na obozie. Mam nadzieję, że te materiały pomogą Wam poczuć klimat Codziennie Fit Camp!

Pierwszy dzień obozu standardowo zaczynamy od pomiaru składu ciała – używamy do niego analizatora Tanita.

Ten pomiar nie jest po to, żeby dziewczyny stresować, żeby robić porównania po pięciu dniach obozu (bo jest to kompletnie bezsensowne), albo tworzyć jakąś potrzebę spinania się i rywalizacji. Analiza jest tylko i wyłącznie po to, aby dziewczyny mogły zobaczyć, co się dzieje z ich ciałem, jaki ma skład, czy jest coś, nad czym warto popracować, jakie są nasze parametry.

Analizator oprócz masy ciała sprawdza ilość tkanki tłuszczowej i mięśniowej, a także inne parametry – po wszystkim dziewczyny dostają kolorowy wydruk, na którym mają swoje wyniki. 

W analizie pomiarów pomagał nie kto inny, a sama Monika Ciesielska, którą na pewno znacie z bloga Dr Lifestyle. Monika jest świetnym, bardzo wykwalifikowanym dietetykiem, więc byłam pewna, że dziewczyny są w doskonałych rękach.

Na dobre rozpoczęcie obozu dziewczyny dostały prezent – przepiękne, różowe obozowe koszulki marki PUMA i czarne, treningowe worki. Puma po raz kolejny zaangażowała się we wsparcie całego obozu i jestem za to ogromnie wdzięczna, bo czuję, że mogę robić swoje projekty, na swoich zasadach, po swojemu i Puma kompletnie mnie w tym wspiera i nie oczekuje, że będę kimś, kim nie jestem. To bardzo ważne, a niestety nie takie oczywiste.

JAK WYGLĄDA JEDZENIE NA OBOZIE?

System żywienia dziewczyn jest bardzo prosty.  Dziewczyny mają 3 posiłki dziennie – wszystkie w formie bufetu z różnymi opcjami (także wegańskimi). Nikt nikogo nie zmusza do jedzenia określonych porcji, każda obozowiczka indywidualnie ustala, ile chce zjeść i ile dokładek bierze 🙂 🙂 🙂 W trakcie obozu jesteśmy bardzo aktywne – np. moje zapotrzebowanie w trakcie obozu to około 3000 i więcej kalorii dziennie. Nie ma więc co sobie żałować jedzenia i to zawsze dziewczynom powtarzam.

Śniadanie oprócz opcji bufetowych jak w każdym hotelu (pokrojone warzywa, sery) ma też opcje na ciepło (jajecznica, owsianka, placuszki, naleśniki), wyciskarkę, więc dziewczyny mogą zrobić sobie własne soki, stół z produktami regionalnymi – owocami, miodami, serami i tak dalej.

Drugi posiłek to lunch, który jest między jednym a drugim blokiem treningowym. Z tego względu ten posiłek nie może być typowym obiadem, bo dziewczyny będą się źle czuły w trakcie wysiłku. Postawiłyśmy więc na zupę, dwie opcje sytych sałatek (na bazie ryżu, ziemniaków czy makaronu) oraz osobny bufet sałatkowy i świeże pieczywo.

No i deser! Bo przecież po pierwszym bloku treningowym potrzebne są węglowodany 🙂

Pierwszego dnia na obozie dziewczyny dostały też wielką paczkę zdrowych przekąsek od Sonko – w razie potrzeby mogły więc też sobie je chrupać między posiłkami, niektóre obozowiczki wzięły też przekąski na wycieczkę górską.

I tak dochodzimy do ostatniego posiłku – obiadokolacji. Kolejna zupa, drugie danie – do wyboru kilka różnych i oczywiście też stolik z warzywami, surówkami i kolejny deser. Wszystkie dania przygotowane dla obozowiczek były przygotowane z naturalnych składników – słodkości także były przygotowane w zdrowszej wersji.

Syta obiadokolacja była taka z jeszcze jednego powodu – rano na dziewczyny czekał rozruch, więc jak najbardziej zalecane jest, aby w takim przypadku ostatni posiłek przed snem był trochę bardziej kaloryczny, a na pewno mający większą ilość węglowodanów. 

W trakcie organizacji obozu – kilka miesięcy przed – przez długi czas zastanawialiśmy się, co z wodą. Kilkadziesiąt uczestniczek razy pięć dni równa się naprawdę sporo plastikowych butelek. Na ratunek przyszły jednak butelki bobble z wymiennym filtrem – podrzuciliśmy je dziewczynom do pokojów na samym początku obozu, dzięki czemu mogły spokojnie pić tyle, ile chciały, a my nie przyczynialiśmy się do generowania ogromnej ilości plastikowych śmieci.

JAK TRENOWAŁYŚMY?

Układając harmonogram, bardzo mi zależało na tym, żeby plan treningowy był urozmaicony i zawierał różne aktywności, których – prawdopodobnie – obozowiczki jeszcze nigdy nie robiły. 

Oprócz typowego treningu fitness (który mogliście zobaczyć na żywo na Instagramie w trakcie obozu), dziewczyny miały też ze mną trening obwodowy – podzieliliśmy się na stacje i mimo, że trening miał być lekki… trochę nas poniosło. 

Codziennie miałyśmy też poranny rozruch – w fomie biegania lub na sali w formie lekkiego treningu ogólnorozwojowego.

Dzięki uprzejmości Martes Sport, który zaopatrzył nas na obozie w odpowiedni sprzęt (hantle, taśmy, rollery, duże piłki), przeprowadziłam dla dziewczyn też kilka treningów ze sprzętem:

  • z hantlami i taśmami – typowy trening siłowo-wzmacniający
  • z dużymi piłkami – trening wzmacniający z elementami cardio
  • z rollerami – zrobiłam dziewczynom relasujący trening zawierający rollowanie i rozciąganie

Oprócz tego zaprosiłam gości, dzięki czemu dziewczyny mogły także spróbować trochę innych form aktywności. I tak…

… dziewczyny zostały podzielone na grupy i wyskakały spoooro kalorii na zajęciach na trampolinach z Kamilą. Szukając instruktora do tego typu aktywności, bardzo mi zależało na osobie, która zna się na rzeczy i na porządnym sprzęcie, który nie zrobi uczestnikom krzywdy. 

– obozowiczki miały też szansę zrelaksować się i porozciągać na jodze w plenerze z cudowną Magdą

– a w przedostatni dzień Bartek rozhulał mi tak dziewczyny na zajęciach z aeroboxu (zajęcia fitness inspirowane sztukami walki), że chodziły rozchichotane cały dzień 🙂

POZOSTAŁE ATRAKCJE

No ale nie samym sportem i zdrowym jedzeniem człowiek żyje. Wychodząc z tego założenia, chciałam też zaplanować kilka pozasportowych aktywności dla dziewczyn.
Po pierwsze: relaks. A jak relaks, to rytuał w saunie. Obozowiczki w grupach mogły wziąć udział w saunowym rytuale i chociaż trochę odpocząć między treningami.

Jednego z wieczorów brałyśmy też udział w warsztatach kosmetycznych z marką Delia. Uczyłyśmy się jak prawidłowo oczyszczać i pielęgnować naszą cerę – sporo rzeczy się dowiedziałam, ale też po prostu miło było spędzić razem czas na pogadankach i żartach. No i umówmy się: już widziałyśmy się wszystkie bez makijażu 🙂 🙂 

Standardowo – skoro jesteśmy u podnóża gór – to musiałyśmy iść w góry! I tak wybrałyśmy się na 2,5-3 godzinny spacer. Na szczęście pogoda nam dopisała, przewodnik pan Marek ciekawie opowiadał, a dodatkowo była to kolejna okazja, żeby sobie pogadać na spokojnie i poznać się lepiej. Bardzo mi się to podobało, starałam się biegać od początku kolumny do końca, żeby pogadać z jak największą ilością osób 🙂

NO I NAUKA!

Dla mnie podstawą zdrowego trybu życia jest też wiedza i świadomość. Dlatego nie wyobrażałam sobie obozu bez Moniki Ciesielskiej, która przeprowadziła dla dziewczyn wykład o typowych błędnych przeświadczeniach dietetycznych.

Niektóre były naprawdę zaskakujące i widziałam, że kilka obozowiczek aż nie mogło uwierzyć – na przykład, kiedy Monika wspomniała o coli zero 🙂 Było też sporo pytań, więc jestem pewna, że osiągnęłyśmy z Moniką, to chciałyśmy – dziewczyny dowiedziały się czegoś nowego i zainteresowały tematem.

Drugie zajęcia przeprowadził fizjoterapeuta Marcin Absalon. Dziewczyny mogły posłuchać skąd się biorą bóle kręgosłupa, jak im przeciwdziałać na własną rękę i co można zrobić, żeby się przed nimi zabezpieczyć.

W warsztatach wzięła udział nawet Agata – nasza obozowa fotografka, która próbowała wytrzymać jak najdłużej siedząc w idealnej pozycji. Okazało się, że to wcale nie jest ani takie łatwe, ani prawidłowe – Marcin rozwiał wszystkie wątpliwości.

VLOG

Jeśli chcielibyście zobaczyć, jak wygląda to wszystko, o czym piszę – zerknijcie na mojego vloga, w którym pokazuję cały obóz i opowiadam więcej o wszystkich tych atrakcjach:

CODZIENNIE FIT CAMP POWERED BY PUMA

Jestem zmęczona. Ale tak pozytywnie! I jestem też bardzo szczęśliwa! Po raz kolejny udało mi się poznać naprawdę świetną grupę dziewczyn, z którymi dało się poćwiczyć, pogadać i pośmiać. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy:)

Zorganizowanie obozu było moim marzeniem i naprawdę się cieszę, że udało się to znów ogarnąć. Nie zawsze było to łatwe i mam też kilka rzeczy, które chciałabym zrobić jeszcze lepiej i poprawić i mam nadzieję, że uda się to zrobić w kolejnej edycji.

Za wszystkie fotografie dziękuję Fotografia dla biznesu Agata Matulka.

Jeśli jesteście zainteresowani udziałem w obozie za rok (datę podamy na koniec tego roku) – można zapisać się na listę zainteresowanych poniżej – dostaniecie maila, jak będzie więcej informacji. 🙂