Cheat meal, cheat day – czy oszukany posiłek ma sens?

Cheat meal, cheat day – czy oszukany posiłek ma sens?

Post navigation

17 komentarzy

  • Nie czuję jeszcze potrzeby, żeby mieć cheat day. Cheat meal zdarzył mi się w ostatnią niedzielę, i póki co nie mam też jakiejś większej zachcianki na kalorie.
    Plus dzięki Twojemu newsletterowi w końcu zabrałam się za odstawienie słodyczy! 4 dzień bez, i nawet nie odczuwam potrzeby sięgnięcia po ciastko czy kawałek czekolady 😀

  • Zgadzam się w 100% też stosuję taką taktykę. jem w miarę zdrowo, ale jak bardzo chce mi się czegoś slodkiego czy niekoniecznie całkiem zdrowego to po prostu to jem i znowu mam spokój na jakis czas:) aczkolwiek przynajmniej w moim przypadku wiem, że przez jakis czas na początku musialam sobie odmawiac i sie powstrzymywać, bo szybko wrocilabym do starych nawyków. Po jakimś czasie ochota na to wszystko co zakazane minęła i mogę sobie pozwalać raz na jakiś czas nie wpadając w przesadę. 🙂
    Marta, poza tym pozwolę sobie jeszcze dać propozycję odnośnie postu na temat pielęgnacji ciała, chyba nie byli czegoś is takiego na blogu, prawda? chodzi mi o jakieś kosmetyki czy naturalne sposoby, które sama stosujesz lub polecasz pomagające ujędrnić ciało, wspomóc efekty treningu itd. mam nadzieję, że weźmiesz moja sugestię pod uwagę i pomyślisz nad tym:)
    Pozdrawiam 🙂

  • No właśnie…a co zrobić gdy ten stosunek do jedzenia jest już konkretnie zaburzony? Jak przekonać siebie, że jedzenie jest nam potrzebne do życia, potrzebne do funkcjonowania i posiłków, skoro tak długo udawało nam się osiągać efekty i bez niego? (lub w małych ilościach).
    Uwielbiam zdrowe jedzenie, uwielbiam ćwiczyć ale większa porcja jedzenia mnie przeraża…w ciągu dnia kilkaset kalorii to wyżyny mojej cierpliwości – nie wyobrażam sobie jedzenia ponad 1000 kalorii bez wizji tycia i rozczarowania…może mogłabyś napisać również jakiś post na temat zaburzeń odżywiania i jak zdrowo postrzegać swoje ciało i dietę?

    Nie mniej jednak – dziękuje Ci za każdy post i każdy trening – jesteś dla mnie inspiracją i często Cię czytam i często „razem” się męczymy na macie 🙂

  • A powiedz Martuś – jezeli nie jest to oczywiście tajemnica 😉 – ile ważysz? Gdzieś doczytałam, iż jesteś dość niskiego wzrostu (162cm jeżeli się nie mylę?). Ja sama mam 158cm i ostatnio po kilku tygodniach, przy lepszej jakości treningów – głównie Twoich 😀 – zauważyłam wzrost 2kg i nie jest to na pewno tłuszcz…a zawsze z Tobą ćwicząc podziwiam Twoje hmm jędrne, zbite wysportowane ciało i tak zastanawia mnie jak to wygląda wagowo mniej więcej? Nieukrywam, że jestem dość szczuplutka a jednak ćwicząc zapragnęłam wyglądać podobnie do Ciebie względem zarysu mięśni itp. i nie wiem czy warto wciąż przybierać wagę że tak powiem 😀

    Z góry dzięki za odpowiedź!

  • Rozumiem Twoje podejście jednak u mnie się ono nie do końca sprawdza, ponieważ codzienne podjadanie potrafię sobie wtedy wytlumaczyć tym, że przecież Marta mówi, żeby nie dać się zwariować 😉 Mając cheatday udaje mi się trzymać diety przez 6 dni w tygodniu, bez większego problemu. W ten jeden dzien pozwalam sobie np. na syrop kolonowy do kawy albo zjedzenie tradycyjnego(niekoniecznie fit) obiadu. Nie objadam się, staram się część posiłków jeść jak w pozostałe dni, dlatego myślę, że dla mnie jest to dobre rozwiązanie 🙂

  • Wydaje mi się, że takie rozsądne, ale też niezbyt przesadnie zaplanowane jedzenie jest najlepszą opcją. Nie wyobrażam sobie odmówić wyjścia ze znajomymi w środę, bo cheat meal jest w piątek. Jedzenie jest dla nas, a nie my dla jedzenia i o ile potrafimy zachować zdrowy balans to jesteśmy na dobrej drodze. Sama pamiętam jakieś dziwne diety z czasów liceum, niby efekt był, ale humor beznadziejny przez cały okres odchudzania 😉

  • Co zrobić gdy podczas wakacij przez większośc czasu jadłam praktycznie owoce i obiad dzięki temu schudłam ponad 10 kg ale straciłam okres i nie mam go juz od lipca.

    • Idź do ginekologa i powiedz mu dokładniej o swojej diecie. Niech wykona wszystkie badania. Miesiączka zanikła prawdopodobnie w wyniku zbyt rygorystycznej diety. Proszę, nie zaniedbuj tematu, bo może być gorzej 🙁

  • Próbowałam stosować cheat meale, ale niestety przez nie wylądowałam na pograniczu zaburzeń odżywiania. Na przykład odmawiałam spotkania ze znakomymi w dni inne niż mój zaplanowany cheat. Dlatego uważam, że to metoda dla silnych osób, bo zdrowa głowa to podstawa. Na szczęście w międzyczasie znalazłam ten blog i poznałam Twoje, Marto, podejście, za co bardzo Ci dziękuję 🙂

  • Marta bardzo Cię cenię za to zdrowe podejście. Moim zdaniem cheat meal może prowadzić do zaburzeń odżywiania.

    W ogóle, wczoraj zrobiłam po raz pierwszyTwój trening z żyrafami i dzisiaj ledwo chodzę, tak mnie bolą pośladki, a do tego czuję brzuch, także trening jest świetny! Jutro wypróbuję trening z Mart(w)ą, także mam nadzieję, że będzie równie fajny :).

    Pozdrawiam

    • Ja też myślę, że może prowadzić. Oczywiście nie musi, wiele osób stosuje z sukcesem – jak najbardziej nie mówię, że nie, ale czasami rzeczywiście to może być zagrożenie, zwłaszcza u młodych dziewcząt. :_

      Cieszę się, że trening się podobał 🙂

  • Dołączam do dziewczyn, które nie stosują i nie polecają. Może nie do końca kumam o co chodzi z tą ideą cheat coś tam (meal, day, a może weekend albo jeszcze lepiej), ale jest w tej idei coś przewrotnego. No bo jeżeli ktoś traktuje zdrowe, smaczne, świeże, kolorowe, nienawalone konserwantami i nieprzesadnie tłuste jedzenie jak KARĘ, którą musi cierpliwie i z zaciśniętymi zębami znosić, a w głowie jedna myśl- już za trzy dni NAGRODA (ociekająca tłuszczem, ciężkostrawna, wielka tak że zapcha cały żołądek) to coś tu jest nie halo. Jest w tym coś chorego. Coś w myśleniu jest nie tak. Wiem, że trochę przesadziłam ( trochę poetyckiej przesady nie zaszkodzi 🙂 ), ale chciałam przekazać ideę. No bo dla kogo to oszustwo? Kto ma być oszukany? Ja przez samą siebie? Wiem, że „łatwo mi mowić” bo ja akurat się nie odchudzam, nie muszę, pewnie odchudzający się widzą to trochę inaczej…

  • Marto, ostatnio usłyszałam o badaniach, które potwierdzają że bieganie na dłuższą metę jest dla nas szkodliwe. Chodziło chyba o serce i stawy. Proszę o Twoją opinię o tym 🙂

  • Ja sama robię cheat day’e około co 2 tygodnie. Ake to nie jest raczej nic niezwykłego. Jem wtedy zwykłe domowe jedzenie, ewentualnie idę do knajpki na obiad czy śniadanie. Ale niebwiwm jakie co ma makro i standardowi mam w tym sporo węglowodanów. Nie traktuję mojego sposobu jedzenia jako kary, lubię go. Ale czasami ilość białka i tłuszczy oraz pilnowanie sporej objętości bo inaczej jestem głodna może zmęczyć. 🙂

  • Cheat meal jest ok. U mnie zawsze przy niedzieli :D. Natomiast instytucja tzw. cheat day wydaje się być niebezpieczna. Zakłada ona, że przez CAŁY DZIEŃ mamy „cheata” i jemy co chcemy. To trochę jak na jeden dzień wyjechać do raju by od następnego dnia wrócić do szarej rzeczywistości – czyli coś co nas rozreguluje. Skoro udaje się trzymać dietę w ryzach, to lepiej nie przesadzać nagle by jeść cały dzień burgery z maca

Zostaw odpowiedź

back to top