21 km 97,5 m – to brzmi przerażająco! A przynajmniej brzmiało, kiedy w niedzielę rano stałam razem z tłumem biegaczy na starcie i zastanawiałam się – jak zwykle w takich momentach – PO CO, DO CHOLERY, JA TO SOBIE ROBIĘ?
DZIEŃ BIEGU – PRZYGOTOWANIA
W dniu biegu i wieczór przed zadbałam o to, żeby spać około 7,5-8 godzin. 2 godziny przed startem zjadłam śniadanie – i teraz uwaga, bo śniadanie w dniu biegu nie do końca wygląda na idealny, zdrowy posiłek. Najlepiej sprawdzą się produkty, które znamy, dobrze tolerujemy, ale też które nie obciążają żołądka i nie mają zbyt dużej ilości błonnika – w tym przypadku więc postawiłam na dużą drożdżówkę pszenną (chyba z budyniem) i smoothie owocowe (kupione w sklepie). W dzień startu unikamy mąki razowej, żytniej – z dużą ilością błonnika, surowych owoców i warzyw. Błonnik jest dobry, ale w tym przypadku może obciążyć żołądek. Dlatego świetnie sprawdzą się tutaj produkty z białej mąki (jeśli ja tolerujemy) i wszelkiej maści dżemy – są lżejsze, ale dostarczają sporej dawki węglowodanów. Ja unikam też nabiału, bo z nim to różnie bywa.

Obowiązkowo pijemy wodę! Rano po przebudzeniu wypiłam jedną szklankę (nie na raz – małymi łykami przez cały poranek) i przed startem wzięłam kilka łyków (nie za dużo, by nie obciążać żołądka). Już lekkie odwodnienie mocno obniża naszą wydolność.
Do pasa zapakowałam jedną butelkę z wodą, a drugą z izotonikiem. W razie czego spakowałam jednak batonik owocowo-daktylowy (Dobra Kaloria) – jem je często, więc wiem, jak na nie reaguję, a jest to produkt zawierający szybko przyswajalne węglowodany: tego właśnie potrzeba na trasie.
Jeśli mamy cel czasowy, warto wcześniej ustalić sobie tempo, jakim musimy biec, by go osiągnąć oraz międzyczasy. Ja wiedziałam, że żeby złamać 2 godziny, muszę biec średnim tempem 5:30-5:45 na kilometr. Dodatkowo, kontrolowałam międzyczasy – na 5, 10 i 15 kilometrze. Wiedziałam, że jeśli dychę pobiegnę w okolicach 55-56 minut, to nie powinno być problemu z przekroczeniem mety przed dwoma godzinami.
W trakcie biegu miałam ze sobą: słuchawki, telefon (naładowany), wodę, izotonik i batonik. Dużo lepiej sprawdzają się u mnie słuchawki nauszne – trzymają się głowy! Koniecznie bezprzewodowe – ostatnie, o czym chcę myśleć w trakcie biegu to plączące się kable.
Ubrana byłam w top sportowy, koszulkę na krótki rękawek, krótkie spodenki oraz skarpety kompresyjne. Chociaż kusiło mnie, by ubrać nowe buty, postawiłam na stare i sprawdzone – przebiegłam w nich m.in. Wings for life (18 km) i wiedziałam, że mnie nie obetrą.
Oprócz tego miałam pas z saszetką – tam trzymałam telefon i batonik, po bokach miałam przyczepione dwie buteleczki – woda i izotonik. Na ręce miałam zegarek – Polar M200, który miał monitorować mój bieg.

BIEG – TAKTYKA I PIERWSZE KILOMETRY
Pierwsze kilometry biegu to duże wyzwanie dla każdego, kto biegnie pierwszy raz w biegu ulicznym. Tłum, emocje, adrenalina – to wszystko sprawia, że zamiast biegnąć, prawie lecimy… a to może być błąd. Dużo łatwiej jest nadrobić zbyt wolny początek niż pokonać zmęczenie, kiedy zaczniemy zbyt szybko.
Dlatego moje pierwsze 3 kilometry to ciągła kontrola. Co chwila zerkałam na zegarek i musiałam się hamować, bo ciągle biegłam za szybko. Przez emocje się tego nie czuje, po prostu się leci z tłumem, ale nie wiedziałam, jak zachowa się moje ciało na 19, 20, 21 kilometrze – musiałam więc trzymać się planu, który zakładał maksymalnie 5:30 na kilometr.
Ja od początku słuchałam muzyki – miałam przygotowaną ulubioną playlistę – nie jestem towarzyskim biegaczem, wolę słuchać swoich ulubionych piosenek niż rozmawiać. Bieg z kimś mnie też stresuje – jeśli ta osoba biegnie za szybko lub za wolno, to klops. Dlatego trzymałam się z boku i próbowałam powstrzymać się od śpiewania pod nosem (czasami nucę sobie na treningach, wcześnie rano, jak nikt poza mną nie biegnie). Tutaj możecie zobaczyć moją playlistę:
Jak wiecie, byłam sprinterką – w ogóle nie do pomyślenia dla mnie było biegać takie dystanse. Dlatego mimo tego, że jako trener zdaję sobie sprawę, że mnie na coś stać, dalej sam start był dla mnie stresujący. Bałam się, że coś się stanie, odetnie mi prąd i nie dam rady. Starałam się cały czas myśleć logicznie – jestem przygotowana, mam dobrą wydolność, nie powinnam mieć problemu. Ale fakty swoje, a emocje swoje – wiadomo!
Moja strategia była bardzo prosta:
- biec około 5:30-5:45 na kilometr,
- około 6. i 9. km napić się wody – wcześniej nie chciałam, chyba, że miałabym potrzebę;
- po 10 km przy pierwszym uczuciu zmęczenia napić się izotoniku,
- izotonik na 14., 16. i 19. km
- batonik w razie „W” – gdyby odcięło mi prąd.
- kontrolować czas, żeby zmieścić się przed 2:00 na mecie.
Niektórych na pewno może śmieszyć tak szczegółowa taktyka, dla mnie była kluczowa, by czuć się dobrze psychicznie. Tak naprawdę, półmaraton miał być zabawą, ale nie byłabym sobą, gdybym gdzieś w duchu nie chciała pobiec dobrze, wiadomo! Taki plan mnie uspokajał i sprawiał, że miałam wrażenie kontroli nad sytuacją.
BIEG – ODCZUCIA I KRYZYS
Biegło mi się świetnie. Dobre przygotowanie, spokój dzięki „taktyce” i odpowiednie tempo sprawiło, że czułam, że panuję nad wszystkim i mogę wszystko. Pierwsze uczucie zmęczenia poczułam około 12 kilometra. Wystarczył jednak łyk izotoniku i podgłośnienie muzyki – za chwilę było już dobrze. Dlaczego izotonik działa w ten sposób? Dostarcza węglowodanów i dzięki płynnej postaci bardzo szybko pomaga utrzymać wydolność (w trakcie biegu tracimy zapasy glikogenu i węglowodany w trakcie mogą pomóc i opóźnić zmęczenie). Już łyk napoju lub same przetrzymanie go w ustach według niektórych badań pomaga w utrzymaniu odpowiedniej wydolności i opóźnia zmęczenie.

Kryzys dopadł mnie między 14,5-16 kilometrem. Nagle metry mijały tak wolno, mi zrobiło się ciężko. Trasa była pod górkę i o ile wcześniej mi to nie przeszkadzało, tak teraz zaczęłam myśleć o tym, jakie to okropne, jaka jestem zmęczona, po co to robię, nie chce mi się i tak dalej, i tak dalej. Zaczęłam mieć wątpliwości, czy półmaraton to dobry pomysł. Starałam się odganiać złe myśli – zaczęłam przyglądać się widokom, patrzeć na kibiców, mijane domy, ale kryzys nie mijał. W końcu po raz kolejny podgłośniłam muzykę i włączyłam ulubioną piosenkę. Skupiałam się na śpiewaniu w głowie, dokładnie recytując tekst. Po raz kolejny wypiłam trochę izotoniku. Podziałało. Wbiegając na 16 kilometr dostałam kolejnego kopa energii, a gdy sobie pomyślałam, że przede mną tylko 6 kilometrów, stwierdziłam – pf, co to jest!
W długich biegach bardzo ważna jest psychika – jeśli ciało jest odpowiednio przygotowane, to tylko nasza głowa może wszystko zepsuć. Warto o tym pamiętać. Ja dodatkowo, żeby się zmotywować, odliczałam kilometry od tyłu – po pierwszym kilometrze mówię sobie: „ha, jeszcze tylko 20!”, potem po trzecim – „łe, jeszcze tylko 18, tyle biegałam na treningach!”, a potem odpowiednio to samo z każdymi pokonanymi metrami. Działało to na mnie motywująco i pozwalało czerpać radość z biegania – a o to przecież chodzi!
Na 19. kilometrze złapała mnie kolka. W dwóch miejscach jednocześnie. Rozluźniłam się, zaczęłam brać głębsze oddechy – to najlepsza technika, żeby puściło. Wiedziałam, że nie mogę teraz stanąć, bo już dalej nie pobiegnę – bolały mnie nogi, trudno byłoby się zebrać. Skupiłam się na tym, żeby biec równym tempem.
Ostatni kilometr był pod górkę. Cały czas myślałam o tym, że za chwilę meta. Kiedy przebiegłeś właśnie 20 kilometrów, jeden kilometr więcej nie robi ci już takiej różnicy. Kiedy wbiegłam na stadion (trzeba było przebiec 300 metrów bieżnią do mety) – zaczęłam przyspieszać. Spojrzałam na zegarek, oszacowałam szanse i stwierdziłam, że albo przyspieszę, albo przybiegnę na 2:00 i będę na siebie zła. Udało się! Przekraczając metę czułam się najlepiej na świecie!

Bardzo dużo osób prosiło mnie o artykuły dotyczące przygotowań do tego typu biegów. Mimo, że mam odpowiednie wykształcenie w tym kierunku jako instruktor lekkiej atletyki, nie chciałam tego robić, dopóki sama nie przygotuję się i nie przebiegnę półmaratonu. Niedługo napiszę o tym, od czego zacząć przygotowania i jakie dodatkowe treningi warto wpleść w swój trening biegowy 🙂 Dajcie mi koniecznie znać, czy podobają Wam się takie „prywatne” artykuły?
Jestem taka szczęśliwa! To była mega przygoda! Czas znaleźć kolejny cel (ale na pewno nie będzie to maraton) 🙂



![TRENING DLA BIEGACZA W DOMU – WZMACNIANIE CAŁEGO CIAŁA [WIDEO]](https://i0.wp.com/www.codzienniefit.pl/wp-content/uploads/2021/06/miniatura.jpg?fit=768%2C432&ssl=1)

Brawo! <3
Bardzo ciekawy artykuł. Gratuluję osiągnięcia! 🙂
Czekałam na ten wpis!
22.10.2017 startuje w swoim pierwszym półmaratonie. Długo się przymierzałam do tego dystansu, chyba z pół roku.
Rewelacja! Opisałaś to tak dobrze, że mam wrażenie jakbym sama pobiegła 😀 Po ludzku, ze szczegółami. Wiadomo czego się można spodziewać. Bardzo lubię tą Twoją naturalność we wszystkim co robisz 🙂 Czyta się to jak opowieść kumpeli, nie trenerki.
Marta! Gratulacje!!!! Ja za każdym razem sobie mówię, że to już ostatni raz, a właśnie w niedzielę przebiegłam Bieg Trzech Kopców i to już mój 15. bieg uliczny. Więc zapewniam Cię, że to uzależnia! 🙂 (za 2 tygodnie półmaraton w Krakowie :P)
Oj, pamiętam to uczucie po przebiegniętym półmaratonie 🙂 Ja biegłam w Krakowie. Na mecie prawie się rozpłakałam, tak mnie wzruszyło to, że się udało i do tego byłam zaskoczona jak szybko.
Uczucie superrrrrrrrrrrrrrrrrrr….. Kazdy organizm jest inny…Ja np….wieczorem przed startem juz nic nie jem tylko pije wode…..ide wczesnie spac….rano ciepla woda z szczypta soli himalajskiej nic nie jem w czasie maratonu pije wode,przebieglam juz 10 i jest ok….robie sama izotonik(woda+sòl himalajska+sok z cytryny+lyzka miodu) pije po maratonie
Brawo ! Pamiętam swój pierwszy półmaraton w marcu 2016 roku w Poznaniu.A teraz kolejne półmaratony za mną. Jedne bezproblemowe, drugie ciężkie i zapamiętane. Kryzysy małe i duże.Zanim się obejrzysz, zapiszesz się na kolejne a potem nadejdzie czas maratonów. To siedzi w głowie, jak się wkręcisz to na dobre. Zaraz kolejny i korona.Mam wrażenie ,że od marca 2016 minęło wiele lat.W tym czasie minęło sporo biegów w różnych dystansach i różne mam przemyślenia. Jednak pierwszy półmaraton zawsze zostaje w pamięci jako ten niezwykły. Brawo
Gratulacje! To musi być wspaniałe uczucie wbiec na metę po takim dystansie 🙂 Ja niestety nie jestem „biegowa”, ale uwielbia czytać takie historie i podziwiam ludzi, którzy są w stanie przebiec tyle kilometrów.
A co myślisz o osobach, które decydują się na maraton i przebiegają go w słabym czasie, aby tylko przebiec? Znam sporo takich osób, ktore po półmaratonie dostały kopa, mają bardzo silna wole i kończą maratony w czasie ok 5 godzin. Czy to zdrowe i bezpieczne dla organizmu?
Gratulacje Marta! Twój optymizm dodaje sił Tobie samej i ludziom wokół. Czekam z niecierpliwością na artykuły 🙂
Gratulacje! Cudownie że zrealizowalas swój cel. Podziwiam twoja determinację
Gratuluję! Bardzo podobają mi się posty w takiej formie, i ja też tak wszystko planuję – lubię konkrety! Świetnie Ci poszło!
Przy okazji chciałabym o coś zapytać – w niedziele mąż ćwiczył plecy z obciążeniem i w poniedziałek w pracy (pracuje dość sporo z wysiłkiem fizycznym) coś zabolało go pod lewą łopatką i nie przestaje. Na razie smaruję mu maścią końską i robię okłady z lodu, ale martwię się co dalej z tym? Kupić może jakiś roller, czy próbować to rozciągnąć? Czekać aż przejdzie, czy gnać do lekarza? Dodam, że mąż lubi zapominać o rozgrzewce i rozciąganiu, to pewnie jest powodem tego bólu.. Proszę tu wszystkich o rady <3
Takie „prywatne” wpisy są rewelacyjne, a przynajmniej ja je uwielbiam. W jakiś sposób osoba, która takowe pisze (w tym przypadku Ty, Marto) wydaje się być bardziej ludzka. Prawdziwa w tym co robi. Sam blog wydaje się być przyjemniejszy w odbiorze. Mówię to też pamiętając staż w agencji reklamowej online, gdzie moi koledzy dwa stoliki z przodu (copywriterzy) pisali po kilkanaście wpisów na „blogi” klientów, a myśmy (graficy) przygotowywali grafikę do nich. Dlatego tak bardzo cenię sobie blogi prowadzone osobiście przez osobę z krwi i kości, która lubi to, co robi. Dlatego blogi na jakichś stronach hoteli, centrów kosmetycznych, jakichś marek itd. omijam szerokim łukiem. Bo tym brakuje duszy.
Gratuluję świetnie przebiegniętego półmaratonu! To wszystko zabrzmiało jak dobrze wykonana robota! Plan wykonany. Satysfakcja jest. I coś w tym jest, z tym startem, kiedy cały ten tłum rusza, jest się częścią tego tłumu i przez pierwszy kilometr mamy jakieś kosmiczne tempo 😀
Nie-sa-mo-wi-te! To mega ciekawe co piszesz, co jadłaś rano (sic! serio? to zawsze mnie ciekawiło co je Justyna Kowalczyk przed biegiem, jeżeli nie jak Małysz bułkę z bananem), gratulacje, że trzymałaś się pilnie planu i że w ogóle tak mądrze wszystko zaplanowałaś. Brawo, Marta 🙂
Po pierwsze – gratulacje!
Po drugie – już ukradłam i wytestowałam playlistę – bardzo fajna, niektóre piosenki to dla mnie odkrycie 🙂
Po trzecie – sama miałam jedno podejście do połówki, ale niestety rozchorowałam się kilka dni przed startem i od tego czasu się nie zapisywałam. Może kiedyś się skuszę na jakiś survival race 🙂
Gratulacje.
Osobiście namawiam Cię na maraton,też po półmaratonie myslałe że na maraton nie ma szans ale trzy tygodnie później zaliczyłem.
Przepiekne uczucie
takie prywatne artykuły mega – fajnie czytać, że też mogą dopaść Cię chwile w stylu „o boże po co ja to robię” 😀 a czemu nie maraton?
Gratulacje!!! Bardzo fajny artykuł. Ja jestem początkującą „biegaczka”, chciałabym przebiec półmaraton w przyszłym roku. Czekam na artykuł jak się do niego przygotować:)
p.s. Świetny blog, pozdrawiam Iza
Gratuluje !!!Brawo!!! Dziękuje za to co napisałaś , jestem zachęcona do biegania i jesteś osoba , ktora udowadnia , ze można i warto sie nie poddawać , walczyć i biec do przodu 😉
Gratulacje 🙂 ja również byłabym ciekawa jak wygląda przygotowanie do półmaratonu 🙂
Ogromne gratulacje! Fantastycznie czytało się ten wpis. Bardzo ciekawy i pomocny.
Ja sama nie biegam, chociaż ostatnimi czasy mam na to wielką ochotę. Czuję, że dałoby mi to jeszcze większego kopa do codziennych wyzwań, ale niestety, kolana szybko odmówiłyby mi posłuszeństwa.
Za to mój Kot przygotowuje się do półmaratonu w przyszłym roku i bardzo go w tych przygotowaniach dopinguję. Chętnie poczytam o dodatkowych treningach, które powinno się wziąć pod uwagę. Może uda mi się zmotywować go do innej aktywności niż samo bieganie 🙂
Gratulacje!!! Bardzo ładny bieg i bardzo ładne opowiadanie 🙂
Ja również, jak chyba wszystkie dziewczyny ( no, prawie wszystkie ), chciałabym poczytać o tych przygotowaniach do półmaratonu. Na razie przerobiłam już chyba wszystkie Twoje plany treningowe zawierające bieganie, czas na jakieś przedsięwzięcie większego kalibru 🙂
Oj pamiętam swój pierwszy półmaraton. Pilnowały mnie zające, dopiero na koniec pozwolili biec szybciej – ostatnie km było z górki, ale 13-16 km było ciężko.;p Kolejne biegi – wcale nie łatwiejsze.;) Gratuluje i powodzenia!
Cześć!
Fajnie piszesz.
A szczegóły dotyczące ubioru, „wyposażenia” i taktyki są bardzo pomocne.
Ja również w tym roku przebiegłem swój pierwszy (i drugi) półmaraton. W pierwszym, górzystym w Wałbrzychu, do złamania 2 godzin zabrakło mi 22 sekundy, ale za to w drugim, płaskim w Kościanie, zrobiłem 1:57:56. Ale zadowolony to jestem z siebie średnio. Niby trenowałem wg planu (na 1:45), „ładowałem węgle”, miałem przy sobie żele, miałem taktykę, ale i tak z 3-4 razy pod koniec dystansu musiałem przejść do marszu 🙁
Ale w przyszłym sezonie będzie lepiej, co nie? 😉
Bardzo podobają mi się twoje wpisy a i ten był pomocny i motywujący! Teraz tylko czekam na następny wpis jak przygotować się do pół maratonu 🙂