Rany boskie, daj już spokój z tymi kaloriami!

Rany boskie, daj już spokój z tymi kaloriami!

Post navigation

22 komentarze

  • Prawdę prawisz ;/ Niestety coś o tym wiem, a wyjście z tego typu sytuacji jest meega meega ciężkie ;/ Mi się jeszcze nie udało i to strasznie mąci w życiu ;/ Ale takie posty motywują 🙂

  • „Terror kaloriowy” to coś strasznego. Mam wrażenie, że wiele osób (co tu dużo kryć – szczególnie kobiet) zapomniało o tym, że kalorie są nam BARDZO POTRZEBNE, bo dzięki temu, że sobie je dostarczamy, mamy energię. Kalorie są więc czymś dobrym, no.
    A już najgorsze jest psucie fajnej imprezy/świątecznego obiadu/wesela tekstami o tym, ile będzie się trzeba napocić, żeby to spalić…
    Lubię Twoje podejście do zdrowego stylu życia 🙂 Jest bardzo zdrowe 😀

  • Uwielbiam Cię za tą normalność! 😀 A do zaburzeń odżywiania bym dodała kompulsywne objadanie. Sama miałam kiedyś z tym problem… 🙂

  • Byłam wychowywana właśnie w kulcie „ile to ma kalorii”. Każdy obiad, deser, jakikolwiek posiłek był komentowany „pójdzie w boczki”, „będę miała grubą d…”, „obżarłam się jak świnia”. Naprawdę zajęło mi długie lata, by się z tego myślenia wyzwolić (nie da się w 100% mimo wszystko, ale warto próbować).

    Dlatego popieram bardzo! I dzięki za taki mądry wpis.

  • Na szczęście temat ten jest mi obcy 🙂 nie liczę kalorii, osoby w moim otoczeniu też nie 😉

  • Miałam fazę na obsesyjne liczenie kalorii na początku swojej drogi ze zdrowym stylem życia, chyba sporo osób ma. Gdybym wtedy trafiła na taki wpis pewnie bym się porządnie zastanowiła, no ale musiałam sama do tego dojść. Powoli zaczynam odnajdywać swój złoty środek. Także z wpisu na pewno wiele osób skorzysta 😉

  • Bardzo mądry, życiowy post. Też stosuję zasadę 80% zdrowo 20% niezdrowo. Sprawdza się u mnie idealnie. Kiedyś próbowałam jeść w 100% zdrowo i miałam częste napady głodu. Myślę, że kluczem do sukcesu jest odpowiednia, zbilanosowana dieta. Na weselach, urodzinach czy na święta jem normalnie. Nie liczę każdej kalorii i cieszę się życiem 🙂

  • No i proszę, właśnie przed chwilą zostałam zhejtowana za to, że zjadłam dziś na śniadanie kaszę mannę, bo przecież ona ma taaaki wysoki indeks IG i na pewno po niej przytyję. Kończyny opadają, to ja próbuję powoli wychodzić z ortoreksji (niestety), aż tu nagle ktoś dowala ci takim tekstem..jak żyć ?!

  • Świetny post i super podejście! 😉 Mam kilka koleżanek aż nazbyt dbających o liczbę zjedzonych kalorii i czasami się już ich słuchać nie da 😀 A co gorsza jedna z nich ćwiczy nawet po 2 razy dziennie (po kilka treningów!) i ma za cel codziennie spalić 600-700 kcal, a je maksymalnie 1200. Moim zdaniem to bardzo niezdrowe podejście, ale przegadać się nie da..

    • Też mam koleżankę od treningów, która dziennie spożywa bardzo mało. Jej dzień wygląda w ten sposób: rano zje śniadanie, w pracy jedna/dwie kanapki (około godziny 11) i kolejny posiłek dopiero po siłowni, czyli około 19 – tak to wygląda w dni treningowe. A najlepsze jest to, że w miesiąc zgubiła 4 kg tłuszczu a przybyło jej 4 kg mięśni.. Czy to zdrowe?

  • Po 17 latach liczenia nie da się przestać… szczególnie jak ktoś lubi jeść i ma problemy z kontrolą ilości. Czy to jest normalne? Oczywiście, że nie jest, ale zmienić się nie potrafię. Każda próba rzucenia liczenia kończyła się tyciem :/

  • haha 😀 ze akurat trafilam na ten wpis, gdy po raz pierwszy postanowilam rozpisac kalorie, bialka, tluszcze i weglowodany wszystkiego co dzis zjadlam i zamierzalam zjesc :p dzieki za przywolanie do rzeczywistosci!

  • Ja właśnie chciałam zacząć, więc jak się dowiedzieć ile kalorii ma pojedyncza rzecz, np. plaster sera?

  • Kurcze, no ale… nie mogę trwnować tyle co Ty. Co najwyżej 3 razy w tygodniu. Co oznacza ze na utrzymanie wagi mam jakieś 2000kcal dziennie. To nie jest takie proste, żeby je utrzymać nie patrząc na nie. Może gdy się codziennie trenuje/biega. Ale nie przy takim zwykłym stylu życia. W końcu wszędzie trąbią że BTW takie ważne i że ABS się w kuchni robi..

  • Martusiu jesteś młoda dziewczyna ale bardzo mądra . masz racje -można jeść wszystko ale nie ciagle. Nie ma sensu się martwić tym co jemy raz na jakis czas. Ważne co robimy na codzień . Dziękuję ci że jesteś i bardzo lubie to co mowisz.

  • Marta genialny post, ale… jak znaleźć ten złoty środek, do kogo konkretnie się udać i jak sobie z tym poradzić 🙁

  • Taka prawda… Ale ja mam małe pytanie. Czy jeśli ćwiczę 3/4 razy w tygodniu, ale staram się jeszcze mieć czas na hobby (bieganie, zumba, jazda konna) to mam to wszystko „wliczyć” czy mogę sobie wybrać, np. u ciebie na kalkulatorze konkretną opcję i nie bawić się w to wszystko. Mój tryb życia jest siedzący i tak. Więc te dodatkowe radości dnia powszedniego chyba nie muszą być tak uwzględniane. A może lepiej wybrać sobie do „trybu życia” i korzystać z opaski monitorującej te kalorie? Bo sama mam obawy, że wtedy wpadnę w za dużą kontrolę, bo „tyle a tyle spalę”. Jak myślisz?

Zostaw odpowiedź

back to top