Dzień kobiety aktywnej – jak wygląda mój dzień godzina po godzinie? Organizacja fit dnia + menu

Dzień kobiety aktywnej – jak wygląda mój dzień godzina po godzinie? Organizacja fit dnia + menu

Post navigation

56 komentarzy

  • A co konkretnie trzeba zrobić aby wziąć udział konkursie? Kiedy klikam, że chcę wziąć udział, to wyświetla mi się strona do logowania, a nie chcę się rejestrować na jakiejś stronie, kiedy nie wiem nawet na czym polega konkurs.

  • Mam takie pytanie odnośnie posilków- zjadłaś dokladnie tyle ile opisałaś? Salatka, dwie połowki papryki i 2 muffinki? Intryguje mnie to czy porcja była większa i czy było coś jeszcze 😀

    • Angie, oczywiście, że nie! Byłaby to zdecydowanie za mała kaloryczność! Oprócz 3 głównych posiłków mam zawsze 2 przekąski – drugie śniadanie i „podwieczorek” (ale nie zawsze słodki, bo prostu w tej porze)

      Ale porcyjnie tak to wygląda, kiedyś już ktoś o to pytał – ja jem bardzo mało na raz, bo po prostu nie mieszczę, ale jem bardzo często i często tych posiłków wychodzi dużo więcej, niż 5 🙂

      • Dzięki za odpowiedź 🙂
        Ja własnie muszę popracować nad porcjami, bo też jem często, ale niestety talerz lub miska są zawsze pełne (śmieciowego jedzenia). Twoje posiłki wyglądają bardzo apetycznie, pozdrawiam 🙂

      • O to to to ! Ja też nie potrafię zjeść dużo na raz, a jestem o wiele większa od Ciebie (szersza, może i wyższa ;)).

  • Świetny pomysł na wpis! Z tego co widzę, wszystko idzie Ci dużo szybciej niż mi. Ja rano potrafię się do wyjścia przygotowywać 2 godziny, bo nie mogę się zebrać 😀

  • ja też uwielbiam bieganie na czczo baaardzo wcześnie rano, nie wyobrażam sobie inaczej 😉

  • Motywuje mnie to, że tyle robisz w ciągu dnia – biorę się do roboty 🙂 Czekam też na post o bieganiu na czczo, bo ja zawsze rano jestem ekstremalnie głodna (a jem normalną kolację, ok. 2 godz. przed snem) i jak tylko zacznę się ruszać, to od razu robi mi się słabo 🙁

  • Marta, piłaś bulletproof coffee? Nie mam zamiaru zastępować nim posiłku, ale taki kop czasami by się przydał, gdy nie ma czasu na normalny posiłek, a nie chcę być głodna przez kilka godzin.

  • Rzeczywiście – aktywna z ciebie kobieta i to nie tylko pod względem sportu. Masz sporo zajęć w ciągu dnia, ale super że znajdujesz dość czasu na odpoczynek psychiczny i sen. W końcu to spora część sukcesu 😉
    PS: dziękuję za inspirację obiadową – dzięki Tobie już wiem co jutro będzie na moim talerzu 😀

  • Zawsze kończysz zajęcia o 13? bo ja jak wyjdę z uczelni o 15 to jest mega sukces.

    Mam pytanie sportowe, czysto techniczne. Przy ćwiczeniu z opuszczaniem nóg zawsze mniej więcej w połowie drogi przeskakuje mi biodro. podobnie przy wymachach czy obszerniejszych okrężnych ruchach w stawie biodrowym. Wiesz dlaczego tak może się dziać i czy ewentualnie coś można z tym zrobić?

    • Nie, co ty, czasami siedzę od 7 do 16, czasami siedzę od 17-20, a czasami jeszcze inaczej, naprawdę różnie.

      Co do pytania – ja bym poszła do lekarza, boli cię to? Wygląda na za mały zakres w stawach.

    • Ja tak mam. Dwa razy w życiu wypadł mi staw biodrowy. Raz w liceum na wf-ie podczas gwiazdy i raz niedawno podczas niczego szczególnego. Dziewczyny/instruktorki jogi dobrały mi ćwiczenia, które nie naruszają stawu biodrowego i jest ok. Powiem szczerze, że od kiedy joguję (3 lata) problem nie wrócił. Mam 32 lata

  • Nie chcę tu nikogo obrazić a już w szczególności na pewno nie autorkę bloga. Nie taki jest cel mojego wpisu, chciałabym tylko zwrócić uwagę, że po przeczytaniu tego tekstu uśmiechnęłam się sama do siebie, bo ułożenie i trzymanie się takiego planu dnia jak nie pracuje sie codziennie po 8 godzin albo nie ma się dzieci to nie jest żadne osiągnięcia ani sukces. Tak moje drogie..:-) Kiedyś jak nie miałam męża i dzieci organizacja takiego przebiegu dnia była normą, ale jak się już urodzi choć jedno dziecko to taki plan można wyrzucić do kosza na śmieci. To nie ma racji bytu. I tu nie chodzi o to że jestem nudną, marudzącą, zmęczoną życiem matką i żoną. Chciałabym uświadomić wszystkich że to sie tak nie da. Oczywiście trening jest możliwy i zdrowe jedzenie przy 2 czy 3 dzieci też, ale na pewno przy dzieciakach jest to mega wyzwaniem,. Bo teraz do tych wszystkich obowiązków które ma w ciągu dnia autorka tekstu dorzućmy jeszcze pranie, prasowanie, sprzątanie i gotowanie. Bo umówmy się…nawet jak facet pomaga to i tak w większoścvi polskich domów te rzeczy spadają na kobieta. I autorka bloga może mówić ze przecież ona też gotuje i też musi sprzątać. OK! ale ona gotuje dla siebie i ewentualnie dla swojej drugiej połówki. A ja musze ugotować dla siebie zdrowo i małokalprycznie, dla dziecka rosołek, żeby zrobić z tego potem papkę, a dla męzowskiego coś konkretniejszego 🙂 wiec taki plan dnia jest ok, dla bezdzietnych kobiet. Mimo wszystko mi nieźle wychodzi moja organizacja naszego dnia i nigdy przeniegdy nie zaminiełabym się z nikim kto dzieci nie posiada, bo kocham je i męża nad życie 🙂

    • Hej Iza!
      Może się zdziwisz, ale dobrze Cię rozumiem! 🙂 Moja siostra i mój brat są „dzieciaci”, bywało tak, że podrzucali je na całe dni. Dużo ciężej wtedy rozplanować cokolwiek, ale tak jak piszesz – też się da, i to całkiem ładnie 🙂 Ja wtedy treningi wykonuję z dziećmi, bardzo polecam – dla nich to rozrywka, a dla Ciebie normalny wycisk 🙂

      Polecam robienie tych samych obiadów dla siebie i dla męża, oszczędzisz czasu. Ja tak gotuję dla siebie i mojego chłopaka. Po prostu moje danie trochę uszczuplam w ten czy inny sposób, zdrowe to nie znaczy, że niekonkretne 🙂

    • Pelna zgoda! Ja potrzebowłam troche czasu zeby sie nauczyć i organizowac. To wcale nie jest takie proste. Oczywiscie ze sie da ale wymaga to czasu. Wstaje 4.45- trening-bieganie 🙂 czy zima czy lato… tak przygotowalam sie do miedzy innnymi do bIegu Rzeznika-inaczej sie by nie dało. Treningi poranne wtorki czwrartki czsem wpada piatek, soboety i niedziele koło 8.oo.Biegam miedzy 12 a 15km. Wpadam do domu ogarniam śniadanie. Sniadaniowki w wiekszosci gotowe dla calej naszej dzwórki już wieczorkiem. Zjadamy wspolnie poranny posilek. Rozwózka do szkoły-czesto mąż,ja do pracy lece na 8. Obiad szykuje czesto wieczorem, albo przynajmniej czesciowo. Praca do 16.00 Dwa razy w tygodniu zajecia z Kettli na 17.oo. Powrot, zakupy na powrocie, w wtorki pianino u corki i komputery u syna. W srody mąż o d rana do nocy w pracy wiec ogaraniam wszystko sama. Obiad, czas z dziecmi, robienei zapraw na zimę, zbieranie ziół-to latem. Chleb tylko własnej roboty pieczony… Da się…ale czasem padam na tzw ryja 😛 😛 Serio…. Uwielbiam ten stan 😛

  • Tak jak Iza, też uśmiechnęłam się po przeczytaniu tekstu. Myślałam, że wreszcie odkryję jak oni wszyscy to robią 😉 no ale niestety Twoja rzeczywistość jest całkiem inna niż moja… Autorka owszem wykonuje baaardzo dużo rzeczy w ciągu dnia, jednak nie są tak czasochłonne jak większości z nas, niestety. Mam nadzieje, że nikt mnie po tym nie napadnie, bo i ja nie chcę krytykować, sama czytam takie blogi, żeby uczynić swoje życie lepszym, poprawić itd., ale no kurczę, jestem pracującą studentką i często jedyne o czym marzę to zwyczajnie tylko sen. Codziennie mam około 6 godzin zajęć na uczelni, dojazd zajmuje około pół godziny, więc wychodzę z mieszkania koło 7:30, wracam przed 15. Mam psa, więc przed wyjściem i po powrocie czas na spacer z nim. Pracuję w domu, ale są dni kiedy muszę odwiedzić firmę, więc codziennie praca zajmuje mi najmniej 3-4 godziny, wieczorem kolejny spacer z psem, najdłuższy. Po powrocie muszę zająć się nauką i przygotowywaniem projektów na studia, jeśli mam luźniejszy dzień to lecę na siłownię, no i już jest po 23, szybki spacer z psem, muszę się wykąpać, przygotować coś do jedzenia na następny dzień, powtórzyć coś na studia i nagle jest 1. To niestety szara rzeczywistość, nie narzekam, bo lubię mój tryb, moje życie, ale ciężko jest to tak rozplanować ładnie jak Tobie…

    • Dors, to jest przykładowy dzień, nie wszystkie wyglądają tak różowo 🙂 Często w trakcie pogromu moje dni wyglądają podobnie, jak Twój. Od 8 do 16 na uczelni – więc ok. 6:40 idę biegać. Wracam i zamiast odpocząć – jem obiad i od razu praca, czasami do 23-24.

      Trudno przy mojej pracy mieć takie same dni, bo raz są projekty, które robi się cały dzień i naprawdę jest ciężko, a czasami są dni, że można wszystko ułożyć – jak ten 🙂 Bardzo dużo ludzi pytało mnie, jak wygląda mniej więcej mój dzień – i tak właśnie wygląda, lepszy z nich.

      Podstawą jest natomiast organizacja, bez której nieważne, czy masz zapchany dzień, czy nie – leżysz 😀

      Pozdrowienia!

      • Podziwiam i tak za organizację. Chociaż zauważyłam po sobie, że im więcej do zrobienia tym lepiej człowiek się organizuje. Tak co do godziny to ciężko mi to rozplanować, zazwyczaj jak założę, że coś zajmie mi 2 godziny, to jak na złość coś nie wyjdzie i nagle robią się 4 godziny, a po kilku tygodniach takiego zakręcenia w przeciwieństwie do Ciebie zamiast iść biegać kładę się do łóżeczka na drzemkę, bo jestem wykończona… Ale z zestawów ćwiczeń chętnie korzystam i w ogóle Twój blog jakoś bardziej przypadł mi do gustu od większości 'fit’, pewnie dlatego, że wydajesz się po prostu 'ludzka’ i to jak najbardziej komplement 😉
        Pozdrawiam i trzymaj tak dalej 😉

  • A ja jestem pracującą matką 2-letniej dziewczynki i mój dzień wygląda tak:
    5:00 wstaję z łóżka, ogarniam się, robię makijaż i w międzyczasie wypijam ok. 250 ml koktajlu zmiksowanego z różnych owoców (przygotowanego dzień wcześniej),
    6:10 wychodzę z domu do pracy, idę na tramwaj i jadę ok. 40 min.,
    ok. 7:00 zaczynam pracę w biurze i wypijam kubek zielonej herbaty,
    ok. 9:00 zjadam śniadanie w postaci kanapki z razowego chleba z wędliną lub serem i dogryzam do tego np. rzodkiewki + kubek herbaty np. owocowej (kanapkę do pracy przygotowuję sobie dzień wcześniej),
    ok. 12:00 zjadam drugie śniadanie w postaci np. mieszanki sałat z różnymi dodatkami lub jogurt naturalny z musli, w międzyczasie wypijam kolejny kubek herbaty lub wody,
    ok. 14:30 zjadam jakiś owoc, najczęściej średniej wielkości jabłko,
    15:00 wychodzę z pracy, idę na tramwaj powrotny do domu,
    16:00 odbieram córkę ze żłobka (rano to mąż zawozi młodą do żłobka, bo ja czasowo bym nie dała rady),
    16:30 obie jesteśmy w domu, ogarniam trochę siebie i dziecko (zmiana ciuchów, lekkie odświeżenie się, zmiana pieluchy u młodej itp.), robię obiad i jednym okiem kontroluję, co robi młoda, często biegam od garnków w kuchni do pokoju, gdzie bawi się córka i tak z powrotem, starając się kontrolować i obiad i dziecko jednocześnie,
    ok. 17:00 wraca mąż z pracy i razem zasiadamy do obiadu (obiad robię tradycyjny jeden dla wszystkich), młodą wkładamy do fotelika do karmienia, każdy dostaje swoją porcję adekwatną do wieku i jemy ( na szczęście mała je samodzielnie), trwa to wszystko ok 30 – 40 minut, bo do tego jeszcze rozmawiamy, co u kogo słychać, co było w pracy, żłobku itd.,
    przed 18:00 (po obiedzie) jedno z nas (mąż lub ja) zajmuje się małą, a drugie ogarnia sprawy domowe (sprzątanie, pranie, mycie garów itp.)
    ok. 19:15 przygotowujemy razem małą do kąpieli, potem ja młodą myję, a mąż przygotowuje dla córki kaszkę,
    ok. 19:40 daję kaszkę córce, potem myjemy ząbki, przytulanie i całusek na dobranoc,
    ok. 20:00 wychodzę z pokoiku młodej (córka na szczęście sama zasypia codziennie o tej samej porze) i lecę przebrać się w strój sportowy, idę biegać ok. 40 minut lub jeśli jest brzydka pogoda, to włączam sobie jakiś program ćwiczeń na DVD i zasuwam (ćwiczę ok. 4 – 5 razy w tygodniu wieczorami), po treningu wypijam szklankę wody z sokiem wyciśniętym z cytryny i łyżeczką miody i dogryzam np. połówką banana,
    ok. 21:00 biorę prysznic i ogarniam się w kwestiach pielęgnacyjnych (maseczki, ew. malowanie paznokci lub coś w tym stylu),
    ok. 22:00 spędzam czas z mężem oglądając odcinek serialu,
    ok. 23:00 przygotowuję jedzenie do pracy na następny dzień dla mnie i dla męża, przygotowuję sobie ubranie do pracy i ogarniam bałagan w swojej torebce,
    ok. 23:30 biorę jeszcze kilka łyków wody i kładę się spać.

    W weekendy harmonogram dnia wygląda nieco inaczej, bo wtedy przede wszystkim więcej śpię i staram się poświęcać więcej czasu córce.

    Pozdrawiam 🙂

      • Dzięki Marta 🙂 Choć niby mój dzień wydaje się zaplanowany, to i tak mam zawsze wrażenie, że ciągle się z czymś nie wyrabiam i ciągle mam w czymś tyły 😉 Stosy prania i ubrań do prasowania przyrastają z prędkością światła, kurz dopiero co starty w kilka minut się odradza, no i mam spore zaległości w kontaktach ze znajomymi :-/ Choć od niedawna śledzę Twojego bloga, to szczególnie bardzo polubiłam Twoje wpisy kulinarne. Na pewno wypróbuję kilka Twoich przepisów i mam cichą nadzieję, że i one pomogą mi w walce o odzyskanie figury sprzed ciąży. Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • Da sie wycisnac duzo z zaplanowanego dnia, Niebalaganka daje rade przy noworodku 🙂 Pozdrawiam:)

  • Jejku…zajrzałam tu pierwszy raz, ale wiem że od dziś będe to robiła częściej 🙂 Podziwiam Cie że rano nie masz lenia:( ja ćwiczę wieczorkami, niestety rano nie moge się zebrać 🙁 proponujesz jakiegoś motywacyjnego kopniaka? 🙂

  • Zajęta osoba… No tak każdy ma swoją definicję „zajętości” ja wstaję o 4.50 i na 6 muszę być w pracy gdzie spędzam 12 godzin. Wstawać o 7 to dla mnie nie poświęcenie tylko święto. Zobaczysz jak będziesz mieć dom i dzieci ile czasu będzie na trening…

    • Mam podobne odczucia. Liczyłam, że w końcu się dowiem jak ludzie dają radę, ale wydaje mi się, że ja nawet w liceum mam mniej czasu. O 7 to ja już muszę wychodzić z domu a nie wstawać, wracam koło 17:00 ze szkoły, robię obiad, oglądam czasem jakiś serial, potem można wrzucić trening, ale niestety mam mało miejsca, więc nawet ćwiczenie z youtubem czasem stanowi problem, bo nie mam jak wykonać niektórych ćwiczeń, no a później lekcje, nauka i spać o jakiejś 01:00. Dwa razy w tygodniu wracam dopiero o 20:00, bo zajęcia dodatkowe, a i tak chodzę tylko na angielski. Moi znajomi zdarza się, że ciągną dwa zajęcia dodatkowe.
      Jeśli jakiś większy sprawdzian to czasem idzie się spać o 02:00-04.00. Sporadycznie zdarza się też spać krócej. Myślę, że to wynika trochę z tego, że wolno pracuję. Wgl wszystko wolno robię, dlatego się nie wyrabiam, no ale nie wiele mogę z tym zrobić – taka jestem. Podziwiam panią, bo jednak mam mniejszą liczbę obowiązków, a wygląda na to, że znacznie gorzej radzę sobie z tą moją łatwiejszą codziennością. Mam nadzieję, że na etapie pracy i rodziny będzie szło mi lepiej. Pozdrawiam. 🙂

    • Wymówkiiiii…. jako osoba startująca w konkurencjach sylwetkowych spotykam się z masą matek (po 2-3 dzieci) pracujących i mających jeszcze czas na przygotwanie do zawodów – co jest wybitnie ciężką orką i mających czas na dom.

      • Podobnie jak Dorota to będę tu głosem pesymizmu. Ma Pani, Pani Marto dzieci, że udziela się w temacie? Jasne można mieć 3 dzieci, być freelanserem i być panem swego czasu.I dzięki temu móc ogarniać cały rodzinny cyrk. Dużo też zależy od tego jak wygląda praca partnera. Ale będąc mamą na etacie ( z tatą na etacie) nie ma się tyle czasu. Od 5/6 na nogach, aby wyszykować siebie i rodzinę do pracy i szkoły, a potem 8 h w biurze, do 17 powrót do domu 18 i potem cały szereg obowiązków do 22. Nie wiele z nas ma czas na bieganie. Ja ćwiczę w domu, więc nie twierdzę, że się nie da. Ale niech się Pani nie mądrzy w temacie, o którym nie ma pojęcia.

        A co do „zajętości” autorko, masz duże szczęście jeśli to co przedstawiasz to jest „zajęty dzień”.

        • Aż przeczytałam wpis jeszcze raz i jakoś nie natknęłam się na wymądrzanie się autorki posta.

  • Ja pracuję na 3 zmiany, ciężko fizycznie w godz 6-14, 14-22, 22-6, na siłowni jestem codziennie od 2 do 3h w okresie kiedy przygotowuje się do zawodów. Godzine spędzam na gotowaniu. Plus w okresach startowych godzina dziennie to pozowanie. Da się. Nawet wtedy, gdy mogłoby się wydawać inaczej.
    Podziwiam każdego, kto wyciska z siebie wszystko i nie spędza życia na kanapie szukając wymówek 🙂

  • Ale z Ciebie fajna osoba 😀 Jesteś bardzo do mnie podobna, tylko że w wersji fit! Wezmę z Ciebie na pewno przykład <3 Powiesz mi ile masz km na uczelnie? Ja mam 16 w jedną stronę i zastanawiam się nad przesiadką na rower. Co sądzisz o takim pomyśle?

  • Zazdroszczę tego, że ma Pani tyle wolnego czasu – na serial, gre, treningi. Przeciętna kobieta pracująca/studiująca albo jedno i drugie, po 8 godzinach w pracy (plus około 2 godziny dziennie na śniadanie, ubranie się, dojazd i powrót), następnie kilku godzinach nauki chyba nie ma czasu na takie rarytasy. Na 9 na uczelnie, a 13 powrót do domu? -żyć, nie umierać… pozdrawiam

    • Studiuję medycynę, dużo się uczę i znajduję czas na treningi, a wszystkie najpopularniejsze seriale mam dawno obejrzane. 😀 Siedzę z notatkami pod salą czekając na zajęcia na siłowni, czytam notatki biegając na bieżni. Proszę mi wierzyć – da się. Czasem trzeba odpuścić trening (patrz sesja), czasem się człowiek nie wyśpi, ale da się prowadzić zbilansowane życie nawet studiując na wymagającym kierunku. A biorąc pod uwagę ile czasu zajmują mi zajęcia – mam „wycięte” z dnia nie mniej niż osoba pracująca 8h. Więc wnioskuję, że pracując też się da – tym bardziej, że weekendów nie trzeba spędzać nad książkami.

    • Podzielam opinię 🙂 czytając ten tekst czekałam na ten ogrom obowiązków, ale się nie doczekałam… z takim trybem życia proszę mi wierzyć – nie jest ŻADNĄ SZTUKĄ być fit 🙂

      Prędzej ja mogłabym coś na ten temat powiedzieć…
      Pozdrawiam

Zostaw odpowiedź

back to top