Wiele osób pyta mnie, w jaki sposób jestem w stanie połączyć tyle obowiązków naraz i jednocześnie zawsze pamiętać o regularnym treningu czy zdrowych posiłkach. Tym razem zamiast udzielać wam wskazówek, pomyślałam, że pokażę, jak dokładnie wygląda mój dzień, jako kobiety aktywnej i w jaki sposób planuję rzeczy tak, żeby na wszystko mieć czas.
Mam jedną zasadę: zawsze staram się spać przynajmniej siedem, a najlepiej siedem i pół godziny.
7:00
To moja pora wstawania. Jestem rannym ptaszkiem, więc nie jest to dla mnie katorga, ale zawsze dla bezpieczeństwa ustawiam kilka budzików.
Po wstaniu wypijam szklankę wody, ubieram się w strój sportowy, buty do biegania i wychodzę – najczęściej na lekkie rozbieganie do 6-7 kilometrów, czasami na dłuższe wybieganie do 10 kilometrów.

Rozruchy rano robię na czczo – po pierwsze dlatego, że jestem osobą wytrenowaną, po drugie dlatego, że jestem zwolennikiem takiego biegania. Nie mam też możliwości czekać 1,5-2 godzin po posiłku, bo wtedy jestem już na uczelni bądź pracuję. O bieganiu na czczo planuję napisać post (i pracę magisterską). Nie jest to opcja dla każdego – niektóre osoby nie dadzą rady ćwiczyć z pustym żołądkiem, jest im słabo, mdleją. Nie polecam też tej metody osobom początkującym.
W każdym razie, zakładam buty i jadę!
8:00
Wracam z biegania i pierwsze co robię, to lecę pod prysznic. Szybka kąpiel i czas na przygotowanie zdrowego śniadania. Po biegu na czczo zawsze staram się, by śniadanie zawierało sporo węglowodanów – najbardziej lubię naleśniki z owocami, placki owsiane, kaszę jaglaną – czyli posiłek na słodko.
Dzisiaj padło na muffiny-miseczki z otrębów z twarogową masą i truskawkami. Pycha!
Po śniadaniu ogarniam najważniejsze sprawy – sprawdzam i odpisuję na wszystkie maile, planuję naszą wspólną pracę i robię listę rzeczy do zrobienia.

9:00 – 11:00
O tej porze szykuję się i wychodzę na uczelnię. Na uczelnię jadę moim rowerem i po dziewiątej zaczynam zajęcia.

Ponieważ kończy się semestr, mam już tylko zaliczenia, a w przyszłym tygodniu aż 3 egzaminy. Ten tydzień jest pracowity, ale to w przyszłym będę człowiekiem stresem – ale dam radę!! 🙂
Na uczelni zjadam też kolejny posiłek – jest to twarożek z warzywami (ogórek, rzodkiewka) i wędzonym łososiem.
12:00

Po uczelni zajeżdżam na bazar po arbuza. Prawda jest taka, że mam do nich słabość – spokojnie mogłabym się tylko nimi żywić w wakacyjne miesiące 🙂
13:00
Wracam z uczelni i zabieram się do pracy. To znaczy – tuż po tym, jak wsunę arbuza 😀
Przede mną trochę odpisywania na maile, praca nad kilkoma tekstami i dokończenie artykułów na nową wersję naszej strony. W tym czasie sprawdzam też, co do tej pory zrobił Patryk i jeśli trzeba, wysyłam zrobione przez niego projekty do klientów. Zawsze pomaga mi przy tym Nitka, chociaż muszę przyznać, że czasami bardziej przeszkadza 🙂

Zazwyczaj pracujemy nad projektowaniem stron internetowych, logotypów i folderów reklamowych. Żeby wszystko miało sens, równocześnie musimy obsługiwać kilku klientów i zajmować się kilkoma projektami. Czasami jest to wyczerpujące, zwłaszcza, jeśli każdy projekt ma kilkanaście poprawek, ale to dalej jest dla mnie najlepsza praca na świecie.
16:00

Czas na przerwę i obiad! Zazwyczaj do tego posiłku razem z Patrykiem oglądamy jakieś swoje ulubione seriale lub programy, które szczególnie lubimy. Dzisiaj zaserwowałam zapiekane papryki z kaszą quinoa, sosem pomidorowym, warzywami i serem mozarella.
17:00
Po obiedzie i odprężającym serialu mam czas na moje blogi. Zazwyczaj w tym momencie piszę wpis, zajmuję się kontami (facebook, instagram), staram się zaplanować, co napiszę w nadchodzącym tygodniu i do jakich wpisów muszę zrobić research.

18:00
Czas na właściwy trening! Ponieważ jest piękna pogoda, zaplanowałam trening na całe ciało na dworze – z wykorzystaniem masy własnego ciała i kilku ćwiczeń plyometrycznych. Ubieram się w mój komplet, wychodzę… i czuję, że nie wiem, czy dam dzisiaj radę – zaczyna boleć mnie podbrzusze, i to mocno. Ciągle maszeruję do miejsca, w którym robię zazwyczaj trening, ale zastanawiam się, co robić dalej i czy czasami nie lepiej się cofnąć. Mieliście kiedyś taką sytuację?
Dobrze, że idę z Patrykiem, który obiecał zrobić kilka zdjęć – kibicuje mi, żebym nie odpuszczała.
18:15
Dobra. Decyzja podjęta. Ćwiczę! Zaczynam od kilku ćwiczeń plyo ze schodami. Dam radęę!
19:20
TO BYŁA NAJLEPSZA DECYZJA! Po jakimś czasie ból przeszedł, a trening mam zaliczony. Co więcej, poprawił mi się humor i czuję, że zrobiłam dzisiaj to, co miałam zrobić i dałam z siebie wszystko 🙂 Kocham to uczucie po zrobionym, dobrym treningu!
Na pewno jesteście ciekawi, jak wygląda mój trening. Patryk zrobił mi kilka zdjęć podczas ćwiczeń, mogę Wam więc pokazać parę najlepszych ruchów:
Skoki z przysiadu po schodach (co 3 schodek)

Pompka z wykorzystaniem ławki. W momencie wstawania nie wyciskamy pompki, a odbijamy się od niej, by znów powoli opaść i wycisnąć. 🙂

Opuszczanie nóg w leżeniu – świetne na dolne partie mięśni brzucha:
Przysiad na jedną nogę, z drugą nogą opartą o ławkę:

20:00
Po dobrym treningu – czas na dobrą kolację! Moja ulubiona sałatka z pomidorkami, awokado, czerwoną cebulą, papryką, pestkami słonecznika, jajkiem i serem feta.

21:00
Około 21:00 zawsze przeznaczam czas dla siebie. Odpalam grę, serial albo chwytam za książkę. Dzisiaj miałam straszną ochotę na odmóżdżenie się z Simsami, więc możecie na zdjęciu podziwiać, jak wygląda moja rodzinka. Obecnie gram jedną osobą i staram się, żeby została gwiazdą fitness, haha 😀

Oprócz sportu, granie to jeden z moich sposobów na odstresowanie się i odpoczynek po całym dniu pełnym pracy.
22:00
To mój czas na kontakt z wami. Odpisuję na wiadomości na facebooku i na mailu, przeglądam i czytam komentarze. Sprawdzam, jak mnie oznaczacie na instagramie i widzę, że coraz więcej osób ćwiczy z moimi zestawami – super! 🙂 Nitka jak zwykle pomocna 🙂

23:30
Koniec tego wyczerpującego, aktywnego dnia. Lecę spać, żeby odpowiednio się zregenerować! Pamiętajcie o tym, że wypoczynek to jedna ze składowych zdrowego, aktywnego stylu życia.
UWAGA, KONKURS!
Mam nadzieję, że podobał Wam się mój aktywny dzień! Mam dla Was niespodziankę – konkurs w ramach kampanii #KobietaJakJa, w którym można wygrać bony o wartości 500 złotych!
Należy wejść na stronę kampanii Kobieta Jak Ja i wybrać, jakim typem jesteś, bądź rozwiązać quiz, który pomoże ci to określić – nic prostszego. Oczywiście, ja w tym przypadku jestem kobietą aktywną! 🙂
Pokaż na co się stać, gdy pokonasz ból. Praca trafi do galerii zgłoszeń. Macie czas do 22 czerwca 🙂
Do wygrania w sumie 25 voucherów o wartości do 500 zł każdy – vouchery są dopasowane do typu kobiety, którym jest uczestniczka:
- mama -> bon do 500 zł do wykorzystania na podarujspa.pl
- aktywna -> bon do 500 zł do wykorzystania w sklepie internetowym nike.com
- modna -> bon do 500 zł do wykorzystania w sklepie internetowym showroom.pl
- podróżniczka -> bon do 480 zł do wykorzystania na ryanair.com
- artystka -> bon do wykorzystania na eventim.pl
Warto więc powalczyć, do czego mocno was zachęcam 🙂 Ja nie pogardziłabym bonem na 500 złotych, który mogłabym wykorzystać na ubrania sportowe! 🙂 I kochane, słuchajcie – jakość zgłoszeń się liczy, możecie w ten sposób zwiększyć swoją szansę na wygraną!
Trzymam za Was bardzo mocno kciuki! Powodzenia!
Wpis powstał we współpracy z producentem marki Ibum.





A co konkretnie trzeba zrobić aby wziąć udział konkursie? Kiedy klikam, że chcę wziąć udział, to wyświetla mi się strona do logowania, a nie chcę się rejestrować na jakiejś stronie, kiedy nie wiem nawet na czym polega konkurs.
Tam powinnas mieć na stronie napis : rozwiąz quiz.
Tak, tak, ale nie chodzi mi o quiz, bo to już zrobiłam. Chodziło mi raczej o to co dalej, już po rozwiązaniu quizu, kiedy chcę wziąć udział w konkursie, ale przekierowuje mnie do strony logowania.
Okej, już znalazłam regulamin konkursu, więc nie musisz odpowiadać 😀
Diana, już ok, czy jeszcze mam w czymś pomóc? 😀 Jak coś to pisz, postaram się 🙂
Już wszystko jasne, dzięki :*
cieszę się 🙂 :*
Super aktywnie! Marta- Moja chodząca motywacja 🙂
<3 Ty powinnaś dostać jakiś medal za komentatora roku! Zawsze! Bardzo to doceniam!
Hahaha, komentowanie Twoich postow to sama przyjemnosc! Ale dzieki! :*
Mam takie pytanie odnośnie posilków- zjadłaś dokladnie tyle ile opisałaś? Salatka, dwie połowki papryki i 2 muffinki? Intryguje mnie to czy porcja była większa i czy było coś jeszcze 😀
Angie, oczywiście, że nie! Byłaby to zdecydowanie za mała kaloryczność! Oprócz 3 głównych posiłków mam zawsze 2 przekąski – drugie śniadanie i „podwieczorek” (ale nie zawsze słodki, bo prostu w tej porze)
Ale porcyjnie tak to wygląda, kiedyś już ktoś o to pytał – ja jem bardzo mało na raz, bo po prostu nie mieszczę, ale jem bardzo często i często tych posiłków wychodzi dużo więcej, niż 5 🙂
Dzięki za odpowiedź 🙂
Ja własnie muszę popracować nad porcjami, bo też jem często, ale niestety talerz lub miska są zawsze pełne (śmieciowego jedzenia). Twoje posiłki wyglądają bardzo apetycznie, pozdrawiam 🙂
O to to to ! Ja też nie potrafię zjeść dużo na raz, a jestem o wiele większa od Ciebie (szersza, może i wyższa ;)).
Simsowa piona! 😀
Świetny pomysł na wpis! Z tego co widzę, wszystko idzie Ci dużo szybciej niż mi. Ja rano potrafię się do wyjścia przygotowywać 2 godziny, bo nie mogę się zebrać 😀
ja też uwielbiam bieganie na czczo baaardzo wcześnie rano, nie wyobrażam sobie inaczej 😉
Motywuje mnie to, że tyle robisz w ciągu dnia – biorę się do roboty 🙂 Czekam też na post o bieganiu na czczo, bo ja zawsze rano jestem ekstremalnie głodna (a jem normalną kolację, ok. 2 godz. przed snem) i jak tylko zacznę się ruszać, to od razu robi mi się słabo 🙁
Marta, piłaś bulletproof coffee? Nie mam zamiaru zastępować nim posiłku, ale taki kop czasami by się przydał, gdy nie ma czasu na normalny posiłek, a nie chcę być głodna przez kilka godzin.
nie piję zbytnio kawy, wiem, co to bulletproof, ale jakoś nigdy nie próbowałam 🙂
Rzeczywiście – aktywna z ciebie kobieta i to nie tylko pod względem sportu. Masz sporo zajęć w ciągu dnia, ale super że znajdujesz dość czasu na odpoczynek psychiczny i sen. W końcu to spora część sukcesu 😉
PS: dziękuję za inspirację obiadową – dzięki Tobie już wiem co jutro będzie na moim talerzu 😀
Zawsze kończysz zajęcia o 13? bo ja jak wyjdę z uczelni o 15 to jest mega sukces.
Mam pytanie sportowe, czysto techniczne. Przy ćwiczeniu z opuszczaniem nóg zawsze mniej więcej w połowie drogi przeskakuje mi biodro. podobnie przy wymachach czy obszerniejszych okrężnych ruchach w stawie biodrowym. Wiesz dlaczego tak może się dziać i czy ewentualnie coś można z tym zrobić?
Iść do lekarza ?
Nie, co ty, czasami siedzę od 7 do 16, czasami siedzę od 17-20, a czasami jeszcze inaczej, naprawdę różnie.
Co do pytania – ja bym poszła do lekarza, boli cię to? Wygląda na za mały zakres w stawach.
Ja tak mam. Dwa razy w życiu wypadł mi staw biodrowy. Raz w liceum na wf-ie podczas gwiazdy i raz niedawno podczas niczego szczególnego. Dziewczyny/instruktorki jogi dobrały mi ćwiczenia, które nie naruszają stawu biodrowego i jest ok. Powiem szczerze, że od kiedy joguję (3 lata) problem nie wrócił. Mam 32 lata
bardzo dobrze masz zorganizowany dzień, pozazdrościć 🙂
Świetny masz strój do ćwiczeń!
Nie chcę tu nikogo obrazić a już w szczególności na pewno nie autorkę bloga. Nie taki jest cel mojego wpisu, chciałabym tylko zwrócić uwagę, że po przeczytaniu tego tekstu uśmiechnęłam się sama do siebie, bo ułożenie i trzymanie się takiego planu dnia jak nie pracuje sie codziennie po 8 godzin albo nie ma się dzieci to nie jest żadne osiągnięcia ani sukces. Tak moje drogie..:-) Kiedyś jak nie miałam męża i dzieci organizacja takiego przebiegu dnia była normą, ale jak się już urodzi choć jedno dziecko to taki plan można wyrzucić do kosza na śmieci. To nie ma racji bytu. I tu nie chodzi o to że jestem nudną, marudzącą, zmęczoną życiem matką i żoną. Chciałabym uświadomić wszystkich że to sie tak nie da. Oczywiście trening jest możliwy i zdrowe jedzenie przy 2 czy 3 dzieci też, ale na pewno przy dzieciakach jest to mega wyzwaniem,. Bo teraz do tych wszystkich obowiązków które ma w ciągu dnia autorka tekstu dorzućmy jeszcze pranie, prasowanie, sprzątanie i gotowanie. Bo umówmy się…nawet jak facet pomaga to i tak w większoścvi polskich domów te rzeczy spadają na kobieta. I autorka bloga może mówić ze przecież ona też gotuje i też musi sprzątać. OK! ale ona gotuje dla siebie i ewentualnie dla swojej drugiej połówki. A ja musze ugotować dla siebie zdrowo i małokalprycznie, dla dziecka rosołek, żeby zrobić z tego potem papkę, a dla męzowskiego coś konkretniejszego 🙂 wiec taki plan dnia jest ok, dla bezdzietnych kobiet. Mimo wszystko mi nieźle wychodzi moja organizacja naszego dnia i nigdy przeniegdy nie zaminiełabym się z nikim kto dzieci nie posiada, bo kocham je i męża nad życie 🙂
Hej Iza!
Może się zdziwisz, ale dobrze Cię rozumiem! 🙂 Moja siostra i mój brat są „dzieciaci”, bywało tak, że podrzucali je na całe dni. Dużo ciężej wtedy rozplanować cokolwiek, ale tak jak piszesz – też się da, i to całkiem ładnie 🙂 Ja wtedy treningi wykonuję z dziećmi, bardzo polecam – dla nich to rozrywka, a dla Ciebie normalny wycisk 🙂
Polecam robienie tych samych obiadów dla siebie i dla męża, oszczędzisz czasu. Ja tak gotuję dla siebie i mojego chłopaka. Po prostu moje danie trochę uszczuplam w ten czy inny sposób, zdrowe to nie znaczy, że niekonkretne 🙂
Pelna zgoda! Ja potrzebowłam troche czasu zeby sie nauczyć i organizowac. To wcale nie jest takie proste. Oczywiscie ze sie da ale wymaga to czasu. Wstaje 4.45- trening-bieganie 🙂 czy zima czy lato… tak przygotowalam sie do miedzy innnymi do bIegu Rzeznika-inaczej sie by nie dało. Treningi poranne wtorki czwrartki czsem wpada piatek, soboety i niedziele koło 8.oo.Biegam miedzy 12 a 15km. Wpadam do domu ogarniam śniadanie. Sniadaniowki w wiekszosci gotowe dla calej naszej dzwórki już wieczorkiem. Zjadamy wspolnie poranny posilek. Rozwózka do szkoły-czesto mąż,ja do pracy lece na 8. Obiad szykuje czesto wieczorem, albo przynajmniej czesciowo. Praca do 16.00 Dwa razy w tygodniu zajecia z Kettli na 17.oo. Powrot, zakupy na powrocie, w wtorki pianino u corki i komputery u syna. W srody mąż o d rana do nocy w pracy wiec ogaraniam wszystko sama. Obiad, czas z dziecmi, robienei zapraw na zimę, zbieranie ziół-to latem. Chleb tylko własnej roboty pieczony… Da się…ale czasem padam na tzw ryja 😛 😛 Serio…. Uwielbiam ten stan 😛
Tak jak Iza, też uśmiechnęłam się po przeczytaniu tekstu. Myślałam, że wreszcie odkryję jak oni wszyscy to robią 😉 no ale niestety Twoja rzeczywistość jest całkiem inna niż moja… Autorka owszem wykonuje baaardzo dużo rzeczy w ciągu dnia, jednak nie są tak czasochłonne jak większości z nas, niestety. Mam nadzieje, że nikt mnie po tym nie napadnie, bo i ja nie chcę krytykować, sama czytam takie blogi, żeby uczynić swoje życie lepszym, poprawić itd., ale no kurczę, jestem pracującą studentką i często jedyne o czym marzę to zwyczajnie tylko sen. Codziennie mam około 6 godzin zajęć na uczelni, dojazd zajmuje około pół godziny, więc wychodzę z mieszkania koło 7:30, wracam przed 15. Mam psa, więc przed wyjściem i po powrocie czas na spacer z nim. Pracuję w domu, ale są dni kiedy muszę odwiedzić firmę, więc codziennie praca zajmuje mi najmniej 3-4 godziny, wieczorem kolejny spacer z psem, najdłuższy. Po powrocie muszę zająć się nauką i przygotowywaniem projektów na studia, jeśli mam luźniejszy dzień to lecę na siłownię, no i już jest po 23, szybki spacer z psem, muszę się wykąpać, przygotować coś do jedzenia na następny dzień, powtórzyć coś na studia i nagle jest 1. To niestety szara rzeczywistość, nie narzekam, bo lubię mój tryb, moje życie, ale ciężko jest to tak rozplanować ładnie jak Tobie…
Dors, to jest przykładowy dzień, nie wszystkie wyglądają tak różowo 🙂 Często w trakcie pogromu moje dni wyglądają podobnie, jak Twój. Od 8 do 16 na uczelni – więc ok. 6:40 idę biegać. Wracam i zamiast odpocząć – jem obiad i od razu praca, czasami do 23-24.
Trudno przy mojej pracy mieć takie same dni, bo raz są projekty, które robi się cały dzień i naprawdę jest ciężko, a czasami są dni, że można wszystko ułożyć – jak ten 🙂 Bardzo dużo ludzi pytało mnie, jak wygląda mniej więcej mój dzień – i tak właśnie wygląda, lepszy z nich.
Podstawą jest natomiast organizacja, bez której nieważne, czy masz zapchany dzień, czy nie – leżysz 😀
Pozdrowienia!
Podziwiam i tak za organizację. Chociaż zauważyłam po sobie, że im więcej do zrobienia tym lepiej człowiek się organizuje. Tak co do godziny to ciężko mi to rozplanować, zazwyczaj jak założę, że coś zajmie mi 2 godziny, to jak na złość coś nie wyjdzie i nagle robią się 4 godziny, a po kilku tygodniach takiego zakręcenia w przeciwieństwie do Ciebie zamiast iść biegać kładę się do łóżeczka na drzemkę, bo jestem wykończona… Ale z zestawów ćwiczeń chętnie korzystam i w ogóle Twój blog jakoś bardziej przypadł mi do gustu od większości 'fit’, pewnie dlatego, że wydajesz się po prostu 'ludzka’ i to jak najbardziej komplement 😉
Pozdrawiam i trzymaj tak dalej 😉
Dziękuję za miłe słowa!
A ja jestem pracującą matką 2-letniej dziewczynki i mój dzień wygląda tak:
5:00 wstaję z łóżka, ogarniam się, robię makijaż i w międzyczasie wypijam ok. 250 ml koktajlu zmiksowanego z różnych owoców (przygotowanego dzień wcześniej),
6:10 wychodzę z domu do pracy, idę na tramwaj i jadę ok. 40 min.,
ok. 7:00 zaczynam pracę w biurze i wypijam kubek zielonej herbaty,
ok. 9:00 zjadam śniadanie w postaci kanapki z razowego chleba z wędliną lub serem i dogryzam do tego np. rzodkiewki + kubek herbaty np. owocowej (kanapkę do pracy przygotowuję sobie dzień wcześniej),
ok. 12:00 zjadam drugie śniadanie w postaci np. mieszanki sałat z różnymi dodatkami lub jogurt naturalny z musli, w międzyczasie wypijam kolejny kubek herbaty lub wody,
ok. 14:30 zjadam jakiś owoc, najczęściej średniej wielkości jabłko,
15:00 wychodzę z pracy, idę na tramwaj powrotny do domu,
16:00 odbieram córkę ze żłobka (rano to mąż zawozi młodą do żłobka, bo ja czasowo bym nie dała rady),
16:30 obie jesteśmy w domu, ogarniam trochę siebie i dziecko (zmiana ciuchów, lekkie odświeżenie się, zmiana pieluchy u młodej itp.), robię obiad i jednym okiem kontroluję, co robi młoda, często biegam od garnków w kuchni do pokoju, gdzie bawi się córka i tak z powrotem, starając się kontrolować i obiad i dziecko jednocześnie,
ok. 17:00 wraca mąż z pracy i razem zasiadamy do obiadu (obiad robię tradycyjny jeden dla wszystkich), młodą wkładamy do fotelika do karmienia, każdy dostaje swoją porcję adekwatną do wieku i jemy ( na szczęście mała je samodzielnie), trwa to wszystko ok 30 – 40 minut, bo do tego jeszcze rozmawiamy, co u kogo słychać, co było w pracy, żłobku itd.,
przed 18:00 (po obiedzie) jedno z nas (mąż lub ja) zajmuje się małą, a drugie ogarnia sprawy domowe (sprzątanie, pranie, mycie garów itp.)
ok. 19:15 przygotowujemy razem małą do kąpieli, potem ja młodą myję, a mąż przygotowuje dla córki kaszkę,
ok. 19:40 daję kaszkę córce, potem myjemy ząbki, przytulanie i całusek na dobranoc,
ok. 20:00 wychodzę z pokoiku młodej (córka na szczęście sama zasypia codziennie o tej samej porze) i lecę przebrać się w strój sportowy, idę biegać ok. 40 minut lub jeśli jest brzydka pogoda, to włączam sobie jakiś program ćwiczeń na DVD i zasuwam (ćwiczę ok. 4 – 5 razy w tygodniu wieczorami), po treningu wypijam szklankę wody z sokiem wyciśniętym z cytryny i łyżeczką miody i dogryzam np. połówką banana,
ok. 21:00 biorę prysznic i ogarniam się w kwestiach pielęgnacyjnych (maseczki, ew. malowanie paznokci lub coś w tym stylu),
ok. 22:00 spędzam czas z mężem oglądając odcinek serialu,
ok. 23:00 przygotowuję jedzenie do pracy na następny dzień dla mnie i dla męża, przygotowuję sobie ubranie do pracy i ogarniam bałagan w swojej torebce,
ok. 23:30 biorę jeszcze kilka łyków wody i kładę się spać.
W weekendy harmonogram dnia wygląda nieco inaczej, bo wtedy przede wszystkim więcej śpię i staram się poświęcać więcej czasu córce.
Pozdrawiam 🙂
Kinga, super! Dzięki za podzieleniem się Twoim planem, jesteś bardzo zajętą, zorganizowaną osobą 🙂 buziaki!
Dzięki Marta 🙂 Choć niby mój dzień wydaje się zaplanowany, to i tak mam zawsze wrażenie, że ciągle się z czymś nie wyrabiam i ciągle mam w czymś tyły 😉 Stosy prania i ubrań do prasowania przyrastają z prędkością światła, kurz dopiero co starty w kilka minut się odradza, no i mam spore zaległości w kontaktach ze znajomymi :-/ Choć od niedawna śledzę Twojego bloga, to szczególnie bardzo polubiłam Twoje wpisy kulinarne. Na pewno wypróbuję kilka Twoich przepisów i mam cichą nadzieję, że i one pomogą mi w walce o odzyskanie figury sprzed ciąży. Pozdrawiam serdecznie 🙂
Kinga, mam nadzieję, że przepisy się sprawdzą 🙂
Wszystkiego dobrego!
Da sie wycisnac duzo z zaplanowanego dnia, Niebalaganka daje rade przy noworodku 🙂 Pozdrawiam:)
Widzę, że ćwiczymy i biegamy p tych samych trasach 😀
🙂
Fantastyczna dziewczyna! 😉
Madzia, bardzo dziękuję za miłe słowa!
Jejku…zajrzałam tu pierwszy raz, ale wiem że od dziś będe to robiła częściej 🙂 Podziwiam Cie że rano nie masz lenia:( ja ćwiczę wieczorkami, niestety rano nie moge się zebrać 🙁 proponujesz jakiegoś motywacyjnego kopniaka? 🙂
Zajęta osoba… No tak każdy ma swoją definicję „zajętości” ja wstaję o 4.50 i na 6 muszę być w pracy gdzie spędzam 12 godzin. Wstawać o 7 to dla mnie nie poświęcenie tylko święto. Zobaczysz jak będziesz mieć dom i dzieci ile czasu będzie na trening…
Mam podobne odczucia. Liczyłam, że w końcu się dowiem jak ludzie dają radę, ale wydaje mi się, że ja nawet w liceum mam mniej czasu. O 7 to ja już muszę wychodzić z domu a nie wstawać, wracam koło 17:00 ze szkoły, robię obiad, oglądam czasem jakiś serial, potem można wrzucić trening, ale niestety mam mało miejsca, więc nawet ćwiczenie z youtubem czasem stanowi problem, bo nie mam jak wykonać niektórych ćwiczeń, no a później lekcje, nauka i spać o jakiejś 01:00. Dwa razy w tygodniu wracam dopiero o 20:00, bo zajęcia dodatkowe, a i tak chodzę tylko na angielski. Moi znajomi zdarza się, że ciągną dwa zajęcia dodatkowe.
Jeśli jakiś większy sprawdzian to czasem idzie się spać o 02:00-04.00. Sporadycznie zdarza się też spać krócej. Myślę, że to wynika trochę z tego, że wolno pracuję. Wgl wszystko wolno robię, dlatego się nie wyrabiam, no ale nie wiele mogę z tym zrobić – taka jestem. Podziwiam panią, bo jednak mam mniejszą liczbę obowiązków, a wygląda na to, że znacznie gorzej radzę sobie z tą moją łatwiejszą codziennością. Mam nadzieję, że na etapie pracy i rodziny będzie szło mi lepiej. Pozdrawiam. 🙂
Wymówkiiiii…. jako osoba startująca w konkurencjach sylwetkowych spotykam się z masą matek (po 2-3 dzieci) pracujących i mających jeszcze czas na przygotwanie do zawodów – co jest wybitnie ciężką orką i mających czas na dom.
Podobnie jak Dorota to będę tu głosem pesymizmu. Ma Pani, Pani Marto dzieci, że udziela się w temacie? Jasne można mieć 3 dzieci, być freelanserem i być panem swego czasu.I dzięki temu móc ogarniać cały rodzinny cyrk. Dużo też zależy od tego jak wygląda praca partnera. Ale będąc mamą na etacie ( z tatą na etacie) nie ma się tyle czasu. Od 5/6 na nogach, aby wyszykować siebie i rodzinę do pracy i szkoły, a potem 8 h w biurze, do 17 powrót do domu 18 i potem cały szereg obowiązków do 22. Nie wiele z nas ma czas na bieganie. Ja ćwiczę w domu, więc nie twierdzę, że się nie da. Ale niech się Pani nie mądrzy w temacie, o którym nie ma pojęcia.
A co do „zajętości” autorko, masz duże szczęście jeśli to co przedstawiasz to jest „zajęty dzień”.
Aż przeczytałam wpis jeszcze raz i jakoś nie natknęłam się na wymądrzanie się autorki posta.
Ja pracuję na 3 zmiany, ciężko fizycznie w godz 6-14, 14-22, 22-6, na siłowni jestem codziennie od 2 do 3h w okresie kiedy przygotowuje się do zawodów. Godzine spędzam na gotowaniu. Plus w okresach startowych godzina dziennie to pozowanie. Da się. Nawet wtedy, gdy mogłoby się wydawać inaczej.
Podziwiam każdego, kto wyciska z siebie wszystko i nie spędza życia na kanapie szukając wymówek 🙂
Marta, podziwiam:) Piątka!
Ale z Ciebie fajna osoba 😀 Jesteś bardzo do mnie podobna, tylko że w wersji fit! Wezmę z Ciebie na pewno przykład <3 Powiesz mi ile masz km na uczelnie? Ja mam 16 w jedną stronę i zastanawiam się nad przesiadką na rower. Co sądzisz o takim pomyśle?
Myślę, że to super pomysł, zwłaszcza, jeśli nie masz czasu na dodatkowy trening – to zawsze coś! <3
Zazdroszczę tego, że ma Pani tyle wolnego czasu – na serial, gre, treningi. Przeciętna kobieta pracująca/studiująca albo jedno i drugie, po 8 godzinach w pracy (plus około 2 godziny dziennie na śniadanie, ubranie się, dojazd i powrót), następnie kilku godzinach nauki chyba nie ma czasu na takie rarytasy. Na 9 na uczelnie, a 13 powrót do domu? -żyć, nie umierać… pozdrawiam
Studiuję medycynę, dużo się uczę i znajduję czas na treningi, a wszystkie najpopularniejsze seriale mam dawno obejrzane. 😀 Siedzę z notatkami pod salą czekając na zajęcia na siłowni, czytam notatki biegając na bieżni. Proszę mi wierzyć – da się. Czasem trzeba odpuścić trening (patrz sesja), czasem się człowiek nie wyśpi, ale da się prowadzić zbilansowane życie nawet studiując na wymagającym kierunku. A biorąc pod uwagę ile czasu zajmują mi zajęcia – mam „wycięte” z dnia nie mniej niż osoba pracująca 8h. Więc wnioskuję, że pracując też się da – tym bardziej, że weekendów nie trzeba spędzać nad książkami.
Podzielam opinię 🙂 czytając ten tekst czekałam na ten ogrom obowiązków, ale się nie doczekałam… z takim trybem życia proszę mi wierzyć – nie jest ŻADNĄ SZTUKĄ być fit 🙂
Prędzej ja mogłabym coś na ten temat powiedzieć…
Pozdrawiam