Czasami ludzie do mnie piszą, że często się zniechęcają. Próbują ćwiczyć, robią nawet kilka treningów, zmieniają dietę, nie kupują słodyczy… a po kilku dniach wszystko wraca do starego trybu, bo „zgrzeszyli” i zaczynają jeść jak wcześniej, bo przecież wysiłek włożony w dany dzień już i tak się nie liczy. Zawsze obwiniają wtedy siebie i zaczynają wymyślać wymówki: „bo ja nie potrafię”, „bo ja nie jestem takim typem jak ty”, „bo ja może po prostu nie jestem fit dziewczyną”.
Dobra wiadomość: wszystkie jesteśmy fit dziewczynami, tylko nie wszystkie jeszcze nauczyliśmy się, jak mówić „nie„.
W zmianie trybu życia największym problemem nie jest to, że tobie się nie chce: na początku przecież masz na to ochotę. Masz motywację, masz zapał, planujesz sobie co zjesz jutro, zapisujesz się na pięć treningów pod rząd. Problem polega na tym, że ty zmieniasz styl życia, a całe twoje otoczenie nie.
WRACANIE DO PUNKTU WYJŚCIA
Wyobraźcie sobie taki scenariusz: dajmy na to, że postanowiliście z dnia na dzień, że zmieniacie swoje życie. Wiecie, dieta, sport, 5 posiłków dziennie i te sprawy. Idziecie na wielkie zakupy, w trakcie których – według zaleceń połowy internetu – kupujecie tonę warzyw, chudego mięsa i ciemnego chleba. Zapisujecie się na jutrzejsze zajęcia na siłownię, w piekarniku robicie już super zdrowe frytki z batatów, a w międzyczasie przeglądacie strony internetowe w poszukiwaniu pięknych ubrań do ćwiczeń.

I nagle dostajecie telefon od znajomego. „Idziemy na piwo/pizzę?”. Nawet chwili się nie wahacie i odpowiadacie: „tak, pewnie!”.
No i tak to się zaczyna.
Po pizzy/piwie nachodzą nas wyrzuty sumienia – mieliśmy przecież jeść zdrowo! Ale skoro już wypiliśmy jedno piwo czy zjedliśmy kawałek pizzy, to przecież dzisiejszy dzień już jest „nieważny” – możemy więc zjeść jeszcze więcej i zacząć od jutra, skoro i dzisiaj się nie liczy.
Nadchodzi jutro, jesteście od rana super fit, mija wieczór, zaczyna się kolejny dzień i kolejny telefon od znajomego – „idziemy na lody?”
Co odpowiadasz? Oczywiście, że TAK.
LUDZIE NIE ROZUMIEJĄ SŁOWA „NIE”
To już jest jasne: twoje środowisko się do ciebie nie dostosowuje, więc ty próbujesz dostosować się do nich. I chociaż chcesz żyć zdrowo, to nieumiejętność mówienia „nie” i fakt, że twoi znajomi nie chcą być fit, powoduje, że tobie się nie udaje i dlatego właśnie co chwila zaczynasz od nowa i nie widzisz żadnych efektów swoich starań.
Często jest też tak, że znajomi po prostu nie rozumieją słowa „nie”. Ty mówisz: „nie, dziękuję, nie piję dzisiaj, bo trenuję„, a oni odpowiadają „no daaaaawaj, co ci szkodzi, daj spokój, skoro trenujesz, to przecież to wybiegasz„. Albo informujesz ich, że nie zjesz dzisiaj ciasta, bo próbujesz zgubić kilogramy, na co słyszysz: „a z czego ty chcesz chudnąć? A daj spokój, zaczniesz od jutra! No przestań, zjedz sobie, nie wolno sobie odmawiać!„.
I koniec końców ulegasz, bo jest ci głupio się kłócić. W takim cyklu wpadamy w błędne koło: próbujesz jeść zdrowo – nadchodzą znajomi – ulegasz im – zaczynasz od nowa – nie masz efektów – próbujesz jeść zdrowo. Można oszaleć. Co więcej, można zacząć mieć gorszą samoocenę, bo przecież widzisz te wszystkie trenerki, fit laseczki i cudowne posiłki w sieci i myślisz: „dlaczego one mogą, a ja nie?„.
Najłatwiej byłoby powiedzieć: to zmień znajomych na takich, którzy są fit. Ale dajcie spokój – przecież to głupota. Nie trzeba zmieniać znajomych, trzeba postawić granice. A to, chociaż trudne, sprawi, że będzie łatwiej utrzymać ci się w zdrowym rytmie.
SZTUKA MÓWIENIA „NIE, DZIĘKI!”
Asertywność jest cholernie trudna – chyba mogę śmiało powiedzieć, że większość osób ma z tym problem. Często nie chcemy nikogo urazić, rozpoczynać kłótni czy dyskusji. Musisz jednak zrozumieć, że skoro ty szanujesz czyjeś wybory (idziesz do baru ze znajomymi, którzy chcą się napić, chociaż ty nie chcesz; siedzisz z kimś w fast-foodzie, bo miał ochotę na hamburgera), to ty też zasługujesz na szacunek i na to, żeby ludzie respektowali twoje zdanie.
Jeżeli mówisz nie, to nie. Nie bój się postawić i nie bój się dokonać wyboru, który nie jest popularny – tylko tak można żyć w zgodzie z samym sobą. Nie masz wcale ochoty na procenty i dodatkowo wiesz, że zniweluje to twoje efekty ćwiczeń? Powiedz, że pójdziesz z nimi na piwo, ale ty nie pijesz.
Co zrobić, żeby przekonać znajomych, by uszanowali twoje zdanie:
- Mów krótko i stanowczo. Nie, dziękuję, ale nie chcę jeść ciasta. Staram się unikać cukru.
- Nie tłumacz się, nie wdawaj się w dyskusję – po jakimś czasie w takim sytuacjach osoba „atakowana” przez znajomych się ugina, bo nie chce, by doszło do konfliktu. Jeśli ktoś próbuje cię zmusić do wyjaśnień – wyjaśnij w jednym ,dwóch zdaniach dlaczego nie jesz/nie pijesz/nie idziesz gdzieś. Jeżeli osoba dalej próbuje cię namawiać, zaczyna rzucać swoje argumenty – powiedz spokojnym głosem, że naprawdę nie będziesz dzisiaj robił tego i tego, a następnie udawaj, że nie słyszysz kolejnych tekstów i spokojnie zmień temat.
- Broń Boże nie mów czegoś w stylu „nie jem tego, bo jestem gruba”, „nie mogę tego zjeść, bo biegam” <– takie ogólne wymówki sprawiają, że znajomi rzucają się ciebie pocieszać („przecież wyglądasz super!”, „no jak wybiegasz, to jaki problem?”). Postaw na konkrety, nawet, jeśli będą brzmiały trochę naukowo.
- Musisz pamiętać, że należy ci się szacunek, tak jak każdemu innemu człowiekowi. Nie pozwól ludziom wejść ci na głowę. Nie chcesz – nie jesz/nie pijesz. Nie ma tematu. To twoja decyzja.
- Pamiętaj, że to nie znaczy, że olewasz znajomych. Każdy ma prawo do odmówienia czasami, kiedy coś mu nie pasuje.
Pamiętaj, że bez wyznaczania granic, trudno cokolwiek osiągnąć. Jeśli pozwalasz się na wszystko namówić, bo głupio ci odmówić – nigdy nie zobaczysz żadnych efektów i nie poprawisz swojego zdrowia, czy figury. Nie chodzi o to, by się całkowicie odcinać, nigdy już nie pić, nie jeść słodyczy, nie wyskoczyć na hamburgera – NIE.
Chodzi o to, żebyś zjadł coś niezdrowego czy opuścił trening wtedy, kiedy TY tego potrzebujesz i TY masz na to ochotę – a nie z powodu znajomych, którzy ciągle cię namawiają.
To nie znajomi będą mieć na drugi dzień wyrzuty sumienia, tylko ty. Warto o tym pamiętać.






Jak zwykle cenne uwagi. Ja nie wiem skąd Ty wiesz to wszystko z czym mam akurat problem 😀
Marta, muszę napisać, że naprawdę lubię Cię czytać. Niby nie jest to nic o czym nie wiedziałam ale zbierasz w jedno miejsce dokładnie te rzeczy które są najbardziej przydatne. Dodatkowo trafiasz idealnie w punkt. Cieszę się, że tutaj kiedyś trafiłam i zostałam 🙂
Faktycznie wyznaczenie granic jest bardzo ważne, szczególnie na początku drogi. Pamiętam, że jak zaczynałam to najczęściej najbliżsi nieświadomie utrudniali mi trzymanie się planu. Najważniejsze to być konsekwentnym 🙂
Zgadzam się 🙂 na szczęście nie mam tabunu znajomych, a i z rodziną widzę się dość rzadko. Rodzice uszanowali, że chodzę na siłownię 3 razy w tygodniu i po prostu MUSZĘ 🙂 Resztę spotkań domawiam w wolne dni lub przekładam treningi tak, aby aktywność 3 razy w tygodniu była zachowana 🙂 Poza tym, dlaczego umawiać się ze znajomymi tylko na jedzenie/piwo? Nie można ich wyciągnąć na łyżwy, wycieczkę rowerową albo na kręgle, ściankę wspinaczkową? Zawsze to forma treningu a w jak miłym towarzystwie 🙂
W relacji odmawiania z jedzeniem dobrze sprawdzają się „zalecenie lekarza”/”lekarz zabronił’, „biorę leki, po których nie mogę pić” zwłaszcza na starszych krewnych działa 😀
inni ludzie to pól biedy, najtrudniej jest odmówić sobie 😉
Witam, dopiero tutaj trafiłam ale na pewno zostanę na dłużej 🙂 Ja na szczęście nauczyłam się mówić nie i w ciągu kilku miesięcy schudłam 12 kg! sama, z własną „dietą” (w cudzysłowie, bo nie katuję się wyliczając każdą kalorię) i ćwiczeniami w domu. Na szczęście jestem tak zmotywowana, że chcę więcej i więcej, ważne że czuję się w zgodzie sama ze sobą i staram się co chwilę zwiększać swoje cele 🙂 Znalazłam już u Ciebie (jeżeli mogę mówić na Ty) wiele inspiracji i jesteś dla mnie kolejną motywacją 🙂 Pozdrawiam serdecznie
Oj, znam to. Dobry rok mi zajęło przestanie wreszcie „zaczynania od nowa” każdego dnia. Chociaż akurat ja mam większe problemy z odmawianiem sobie, niż znajomym 😀
O tak, lepiej nie zaczynać się tłumaczyć, bo to tylko podsyca aktywność kusicieli 😉 Od razu próbują ci wytłumaczyć, że wszystko jest dla ludzi tylko z umiarem, albo pada sakramentalne pytanie: robisz coś w ogóle na „P”?…
od miesiąca staram się coś zmienić, efekty już powoli widać i oczywiście moje jedyne odstępstwa od diety i cheat meal’e są spowodowane wyjściami ze znajomymi, ehh. Wyrzuty sumienia mocno. Tyle pracy…