Nie możesz ćwiczyć? Nie. Ty po prostu szukasz nowych wymówek

Byłam tydzień temu, w poniedziałek, u ortopedy. Diagnoza bardzo prosta: zapalenie prawego ścięgna Achillesa. Muszę mówić, jakie były zalecenia?
– Proszę nie biegać przez miesiąc ani nie wykonywać żadnych ćwiczeń związanych ze skakaniem, czy obciążaniem ścięgna – powiedział pan doktor, patrząc na mnie spod okularów. Jęknęłam. To tak, jakby powiedzieć: „proszę nie ćwiczyć przez miesiąc. W OGÓLE.”.

Jak wiecie, kocham intensywne treningi. Szkoda tylko, że wszystkie one opierają się na bieganiu, skakaniu i obciążaniu ścięgna Achillesa, czyli dokładnie tych wszystkich rzeczy, które przez miesiąc nie mogę robić. Sprawa jest poważna, bo uszkadzając ścięgno jeszcze bardziej mogę się narazić na jego stałą kontuzję, a co za tym idzie – brak biegania już po wieki albo operację (!!). 

Nie będę ukrywać – wracając do domu z przychodni płakałam po drodze, bo miesiąc bez takich treningów wydawał mi się koszmarem. To tak, jak zabrać dziecku cukierka lub psu ulubioną zabawkę – jak można być takim chamem? Gdy tylko usiadłam za biurkiem, chwyciłam kalendarz z myślą, że muszę rozplanować sobie jakieś inne treningi na nadchodzące 4 tygodnie.

NIE MA WYJŚCIA

Więc siedziałam.
I siedziałam.
I jeszcze chwilę siedziałam, a potem odłożyłam długopis z myślą, że zajmę się tym później. I za każdym razem, kiedy siadałam do rozpisywania treningu, wszystko wyglądało tak samo: przeszukiwałam wszystkie dostępne źródła w poszukiwaniu treningów bezpiecznych dla achillesów i znajdując tylko nudne rozciągania czy jogę załamywałam się kompletnie i rzucałam wszystko w cholerę. Tak mi się wkręciło, że koniecznie w swoim planie potrzebuję biegania i konkretnych treningów ze skakaniem, że nie potrafiłam ułożyć sobie chociażby jednego treningu bez tego. Już miałam wizję utraty swojej formy i zadyszki po powrocie: byłam załamana.

555Minął tydzień, a ja podczas niego zrobiłam tylko jeden trening.  Wczoraj, czując się już kompletnie zasiedziała i w beznadziejnym humorze, zawzięłam się i postanowiłam sobie, że będę siedzieć na tyłku, dopóki nie wymyślę jakiegoś planu treningowego na te cholerne 3 tygodnie bez biegania. I w momencie, w którym naprawdę się zawzięłam i zrozumiałam, że musi być jakieś rozwiązanie (nie jest przecież tak, że amputowali mi nogę, na litość boską), to po godzinie okazało się, że owszem, było.

Tylko tak byłam zajęta robieniem wymówek i przekonywanej samej siebie, że skoro bieganie i skakanie odpada, to nic już nie można robić, że nawet go nie widziałam.

WSZYSTKO ZALEŻY OD NASTAWIENIA

Pisząc to, mam w ręku wydrukowaną kartkę z planem na najbliższe 3 tygodnie. Udało mi się nawet co drugi dzień zaplanować po dwa treningi w ciągu dnia, a wydawało mi się, że to niemożliwe. Co więcej, udało mi się też wymyślić treningi cardio, a to, według mnie, graniczyło z cudem, bo trudno jest się naprawdę spocić, kiedy tak naprawdę ciągle musisz chuchać i dmuchać na swoje ścięgno.

Przysiady i zakroki, których powinnam unikać, załatwiłam układając trening na TRXie, który odciąży mi stawy i ścięgna, i na dużej piłce do ćwiczeń. Zapisałam się z góry na intensywne zajęcia z zastrzeżeniem, że kiedy będą ćwiczenia ze skakaniem zrobię wersję bez skakania. 

Nie dajcie swojej głowie wmówić, że nie można. Możecie mieć problemy z kolanami, z sercem, z mięśniem, ze wszystkim, ale nie dajcie samemu sobie wmówić, że nie ma kompletnie niczego, co moglibyście robić.

Bo zawsze jest jakaś aktywność fizyczna, która się sprawdzi – to tylko zależy od nas, czy znajdziemy wymówkę, żeby jej nie wykonywać, czy zaprzemy się i zaczniemy ruszać swoje tyłki.

Wszystko siedzi w Twojej głowie. Nikt za Ciebie nie zacznie.