Ten dzień był pełen emocji.
Wstałam o siódmej, bo mój start był planowany na godzinę 10. Przed ósmą szybkie, ale pożywne śniadanie – 1,5 jajka, kanapka z razowym chlebem z szynką, pomidory. Proste, ale skuteczne. 🙂 O dziewiątej byłam na stadionie i niedługo potem zaczynałam rozgrzewkę.
W przypadku sprintów rozgrzewka trwa przeciętnie około 40 minut – najpierw około 5 minut truchtu, potem rozciąganie, wymachy ramion, wyskoki, kolejne rozciąganie i 20 minut przed idzie się na linie startu i tam na łuku robi się szybkie przebieżki, starty niskie, skipy, półskipy, akcenty… ogólnie dogrzewa ciało szybką, energiczną rozgrzewką.
O 10 start na 100 metrów – był wiatr w twarz, ale po takiej przerwie w treningach nie poszło mi wcale tak źle, jak myślałam! 🙂 Było w porządku.
Potem mały obiad, bo nie chciało mi się jechać na taki z prawdziwego zdarzenia:
O 17.40 miałyśmy startować w sztafecie 4×100 metrów. Ja zaczynam – na pierwszej zmianie. Wcześniej rozgrzałyśmy się i poćwiczyłyśmy podania, wszystko wyglądało w porządku. Nawet nie wiem kiedy już siedziałam w blokach i podnosiłam tyłek do góry na komendę „gotów”. Kiedy moja ostatnia koleżanka dobiegła do końca strasznie się cieszyłam, bo miałyśmy świetny czas…
A potem komunikat sędziego – dyskwalifikacja. Zastanawiałam się: za co? Przecież wyglądało świetnie! Okazało się jednak, że na ostatniej zmianie dziewczyny przekroczyły strefę i podały pałeczkę poza strefą zmian. Po raz pierwszy w życiu – a biegam prawie 9 lat – dostałam razem z zespołem czerwoną kartkę. Masakra.
Człowiek czuje złość, próbuje mówić, że wcale tak nie było, że jak to w ogóle możliwe. Tym bardziej trudno było mi się pogodzić, że pobiegłyśmy świetnie i miałyśmy szansę na dobre miejsce, nie wiem, może w kategorii uniwersytetów nawet na jakiś ścisły finał – no cóż, było, minęło, muszę to przełknąć i skupić się na jutrzejszym starcie – mam 4×400 metrów. Taki jest sport i jego uroki 🙂
Oprócz tego mam pewien problem i tak naprawdę trudno mi go określić. Przebywając z lekkoatletami, siedząc na stadionie, startując – czuję, że tęsknię i że mi tego brakuje strasznie. Coraz częściej pojawia się myśl o powrocie, bo mam przecież dopiero 21 lat i mogłabym wrócić… teoretycznie. Siedzę więc w hotelowym pokoju i biję się z myślami, przerzucam się zaletami i wadami, ale na razie nic to nie daje, bo nie potrafię podjąć decyzji. Próbowałam pytać najbliższych i zmusić ich, żeby podjęli decyzję za mnie, ale wszyscy powtarzają mi to samo: to musi być twój wybór.
Tyle, że ja sama nie potrafię zdecydować, czego tak naprawdę chcę.







Ja bym wróciła. Mam 21 lat i nie mam pasji. Nie mam do czego wrócić. Zazdroszczę, bo kiedy Ty bijesz się z takimi myślami ja ciągle siedzę w pokoju i zastanawiam się co robię ze swoim życiem nie tak, że nie mam czasu na nic. Bo po prostu nie umiem się zorganizować, pewnie dlatego że nie mam czegoś, co mnie napędza do działania. I tak sobie siedzę.
Pamiętam Twój post o talentach.. Nie warto rezygnować z czegoś, do czego Cię ciągnie i czego Ci brakuje. Jeśli odczuwasz tęsknotę za tym, wróć. Po co się męczyć, przynajmniej spróbuj 😉 Ja zrezygnowałam ze śpiewania, chociaż miałam tyle okazji, żeby znów to robić.. Głupia byłam, bo teraz śpiewam nawet układając włosy czy zmywając naczynia i wyraźnie odczuwam brak tej tremy przed występami na konkursach. Zadaj sobie pytanie, czy kochasz to robić? Jeśli tak, odpowiedź jest prosta 😉
Zastanawiasz się czy wrócić, analizujesz pozytywne i negatywne strony. Wiesz, nic na świecie nie jest idealne i wszystko ma jakieś wady, tak samo jest z tym sportem. Już sam fakt, że się zastanawiasz oznacza, że myślisz nad tym i Ci tego brakuje. Zaczynasz myśleć o tym najbardziej tam, na stadionie, gdy widzisz to wszystko i to wszystko wraca. Lekka cię kocha. Myślisz o tych pozytywnych stronach i wracają dobre wspomnienia.
To twoja pasja. Kochasz to. Inaczej byś o tym nie myślała i się nie zastanawiała.
I pamiętaj: nigdy nie zostawia się tego co się kocha 🙂
Mam nadzieję, że uda Ci się podjąć jakąś decyzję, ale ma to być decyzja zgodna z twoim sercem.
Często piszesz o tym, że chciałabyś wrócić. Wiem, że wiele osób to doradza, ale pamiętam, że niedawno napisałaś, że przypomniałaś sobie, jaki to był stres i dlaczego zrezygnowałaś. Znam i rozumiem ten dylemat (miałam go długi czas w innej dziedzinie życia). Czy radość z tego sportu przewyższa negatywny wpływ stresu na Ciebie?
Myślę, że to kluczowe pytanie. Nie odeszłaś bez powodu, Marto. A poza tym czy w Twoim obecnym stylu życia jest czas na dodatkowe treningi i nieustanne wyjazdy na zawody?
Ja bym się nad tymi kwestiami zastanowiła.
Dlatego właśnie mam taki dylemat, bo ciągle się nad tym zastanawiam i właśnie to rozpatruję
mi też brakuje zawodów, atmosfery i pola, na którym mogłabym z kimś rywalizować (na studiach o stypendium to jakoś nie w moim stylu i konkurencja zbyt zdeterminowana :D). Więc rozumiem Cię doskonale. Ale mój kolega jest zawodowym lekkoatletą i jak mi opowiada o treningach trzy razy dziennie i codziennych badaniach to myślę sobie, że chyba nie dałoby rady w Twój plan dnia wpleść takiego poświęcenia dla jednej aktywności 😉
ale bywa i tak, że im bardziej będziemy ci odradzać, tym bardziej będziesz miała ochotę postawić wszystko na jedną kartę i stwierdzić, że w dupie masz nasze porady, ty o tym marzysz i śnisz i koniec ;D
tak to już jest z babami-trochę-facetami-sportowcami 😀
zgadzam się 🙂 to trochę jak ze związkami – jeżeli nie usuniesz przyczyny rozstania nie wracaj. ale dobrze wiesz że jej nie usuniesz. stres jest przy tym nieodzowny. a do tego dochodzi brand burger itp. oczywiści pewnie byś to ogarnęła, ale przemyśl to 🙂 sama bym się na to nie rzuciła ale jestem tchórzem 😀
Sama podjęłaś decyzje o odejściu z lekkiej, sama podejmiesz o powrocie 🙂 Gratuluję startu! Trzymam kciuki za dziś 🙂
Ktoś mądry kiedyś powiedział mi-jeśli zastanawiasz się nad zmianą, to znaczy że w obecnej sytuacji nie wszystko jest w Twoim życiu w porządku i prawdopodobnie tej zmiany potrzebujesz… Gdybyś czuł się w obecnej sytuacji w 100 % komfortowo i dobrze, nie myślałbyś o zmianie.. Także trzymam kciuki za podjęcie dobrej decyzji 😉
no sport to same niespodzianki !
Dobrze, że jesteś zadowolona ze swojego występu. Czasem zdarzy się tak, że coś nam stanie na drodze. Tak już w sporcie bywa. (tfu tfu) znam przypadki, które na tydzień przed zawodami doznawali poważnych kontuzji… A co do tego trenowania, to naprawdę musi być Twoja decyzja. Dużo razy sama miałam wątpliwości czy nie zrezygnować z trenowania, zawsze się podnosiłam i nigdy nie żałowałam. Ale walka wewnętrzna i kłębiące myśli dają popalić. Trzymam kciuki.
PS. Nominowałam Cię do LBA, jeśli masz ochotę odpowiedz. Więcej informacji w nowym poście u mnie na blogu.
dlaczego zrezygnowałaś z lekkiej ?
Marto,skoro masz do tego talent. Spróbuj, zrezygnowac mozesz zawsze. Przynajmniej za x lat nie będziesz się zastanawiac „co by było gdyby”. A jak nie dasz rady to się wycofasz i juz na 100 % będziesz pewna, że to nie to… Poza tym w życiu będzie jeszcze wiele stresu, trzeba sobie nauczyc z nim radzic;p
chyba mam ten sam problem 🙂 jak się wie czego chce, to już wszystko leci „z górki” 😉