Dlaczego tyle ćwiczysz i nie jesteś chuda jak patyk?

Czasami ludzie tak bardzo kierują się stereotypami, że przestają myśleć racjonalnie. Na przykład – człowiek ćwiczący to przecież zawsze człowiek niesamowicie szczupły, a osoba siedząca na kanapie to rasowy grubas.
Otóż nie. 

Zazwyczaj nie odpowiadam na niemiłe komentarze czy zaczepki, ale ten ask sprawił, że zrobiło mi się przykro. Najzwyczajniej w świecie.

nie chcę być złośliwa ale zawsze gdy spoglądam na ciebie na zdjęciach myśle sobie ‚ serio tyle trenować i nie wyglądać jak chodakowska ? ‚ sorry ale jakoś przestaje wierzyć w te wszystkie niby ćwiczenia ile tego nie robisz i wgl.
 
Powód, dla którego nie wyglądam jak Chodakowska ćwicząc sporo jest prosty: ja nie chcę wyglądać jak Chodakowska.
Koniec.
A może to czary? Bo jak to tak, że niby tyle ćwiczę, a nie jestem z każdej strony szczupła jak łodyga?
To czyste funkcjonowanie ludzkiego organizmu. Nic trudnego, wbrew pozorom. To, że ćwiczę często i intensywnie, nie ruszy mojej wagi czy obwodów, jeśli dieta nie jest odpowiednia – mniejsza, redukcyjna, może bardziej białkowa, jeśli chcesz rozbudować masę mięśniową.

Wystarczy, że jem odpowiednią ilość kalorii i dostarczam sobie odpowiedniej ilości białka, węglowodanów i tłuszczy, by utrzymać obecną wagę. Naprawdę. Koniec magii. Mogę wylewać z siebie siódme poty, i dopóki jem tyle, ile potrzebuje mój organizm, mój wygląd się nie zmieni – oczywiście oprócz jędrności ciała czy mięśni.

Uwaga: to że dużo ćwiczysz nie znaczy, że zaraz niesamowicie schudniesz albo będziesz wyglądać jak fitnesska. Odżywianie to 70 % sukcesu w takim przypadku.
 
Zresztą, jeśli ktoś wątpi, wystarczy przejrzeć zdjęcia z zawodów siatkarskich czy lekkoatletycznych. Te dziewczyny trenują sześć razy w tygodniu po ok. 1,5 godziny przynajmniej i nie zawsze wyglądają jak chodzący mięsień czy szczuplutkie kruszynki. Wszystko zależy od ich diety.
Przez ostatnie lata trenowania lekkiej bardzo dbałam o odpowiednią wagę do startów, utrzymując ją w zakresie 48-50 kilogramów, ale też bardzo uważając na to, ile jem i jak jem.  Po zakończeniu kariery i zakładając ten blog skupiłam się na tym, żeby być PRZEDE WSZYSTKIM zdrowym i wysportowanym. Zwłaszcza, że moi stali czytelnicy wiedzą, jakie mam problemy z żołądkiem (odsyłam tu: klik)
Obecnie ważę ok. 54 kilogramy (waga przesuwa się raz w dół, raz w górę o ok. 1,5 kg), jestem zdrowa, wysportowana, mam świetną kondycję, mięśnie i dobrą sylwetkę. Może nie tak szczupła jak Ewka, ale gdybym tylko chciała, mogłabym być (oczywiście, trzymając odpowiednią dietę i ciężko trenując). Tyle, że jak mówiłam, to nie jest mój główny cel. Kocham sport i ćwiczę, bo lubię to robić. Czy coś mi nie pasuje w moim wyglądzie? Oczywiście, jak prawie każdej kobiecie. Dużo pracuję nad ramionami i nogami, ale nie mam zamiaru przechodzić na razie na redukcję, a ciężko mi zmniejszyć ich obwód przez same ćwiczenia.

 

Twierdzenie, że nie ćwiczę tyle, ile mówię, że ćwiczę, jest dla mnie policzkiem. Tym bardziej, że gdy mi coś nie idzie – piszę o tym na blogu. Takie teksty to dla mnie cios tym bardziej, że dobrze wiem, ile z siebie daję na treningach! Jestem przeciwko kreowaniu się na kogoś, kim nie jestem . Zresztą – czy to jakieś zawody? Konkurencja? Nie aspiruję do bycia trenerką Polek, nie wybieram się też na zawody fitness.
EDIT: tak, ten komentarz sprawił mi przykrość, ale napisałam ten post nie po to, żeby dać prztyczka tej osobie, a po to, żeby uświadomić nieuświadomionych, że same ćwiczenia nie sprawią, że będziesz wyglądać jak Ania Lewandowska czy Ewa Chodakowska. Sami zresztą widzicie, jak wiele zależy od diety – ćwiczeniami można pomóc w schudnięciu, wymodelować ciało, „umięśnić” je, ujędrnić, przyspieszyć odchudzanie, podnieść pupę, itp., ale jeśli jednocześnie jesz za dużo, możesz przytyć, a jeśli jesz w sam raz – twoja cała sylwetka wcale nie schudnie.
Wrzucam moje zdjęcia w poście, żebyście sobie zobaczyły, jak wygląda moja sylwetka: