Nie dajesz rady na treningu? Może to wina twojej głowy.

Nie dajesz rady na treningu? Może to wina twojej głowy.

Post navigation

8 komentarzy

  • Tak, zupełnie się z tym zgadzam! Widzę po sobie i po tym, jak wyglądały kiedyś moje ćwiczenia w domu, gdzie kończyłam bo „już naprawdę nie daję rady” pomimo tego, że mi zostało kilka powtórzeń, a jak to wygląda teraz jak chodzę na siłownię. „Już naprawdę nie mogę” ale mobilizuję się i, o dziwo, DA SIĘ 🙂

  • 100% prawdy. Zawsze męczę się baaardzo szybko, bo do mojego kanapowego stylu życia dochodzi lekka wada serca, która niestety nie pomaga. Zawsze jak zaczynałam ćwiczyć to za kilka minut byłam zmęczona i dawałam spokój. A kiedyś się zawzięłam i okazało się, że jestem w stanie wytrzymać stosunkowo intensywne cardio i jakieś dłuższe ćwiczenia z Chodakowską (nie razem ofc). Chcieć to móc, serio. Jasne, nie ma się co rzucać na jakieś ćwiczenia dla zaawansowanych, ale dołożenie kilku minut dziennie do treningu nie boli aż tak jak mogłoby się wydawać.

  • Ja ćwiczę w domu i zauważam, że też robię mniej niż bym mogła, bo nikt nie patrzy 😉 Tak to zawsze jest jakaś motywacja, że ktoś może pomyśleć, że jesteś słaby albo że robi więcej niż Ty, więc chcesz go dogonić. A na siłownie nie ma z kim chodzić, więc nie chodzę. Wiem, że mogłabym sama, ale to o wiele bardziej złożony problem, który wymaga ode mnie dużo, a na to nie jestem gotowa 😉

  • Po jakimś czasie oddech staje się rytmiczny i spokojniejszy, a wtedy się płynie :). Trzeba się tylko nie bać dojść do tego momentu. Gdy odpuszczam, wiem, że robię to dla własnej wygody, a nie z konieczności. Zwykle. Bo czasem się zdarza, że powód jest :).

  • Dzisiaj na zajęciach z ABT nowo poznana przeze mnie trenerka powiedziała: „Jeśli już nie masz sił i nie możesz, to pomyśl, że do końca pozostały jeszsze 4 powtórzenia! I bedzie 8! Udało się? No to jeszcze 4…” 😛

  • Absolutna prawda. Ja dowiedziałam się, że mogę więcej kiedy pojechałam na trzydniowe warsztaty taneczne. Dwugodzinne bloki taneczne, od 8:00 do 16:00, z jedną półgodzinną przerwą na obiad. Każdy blok z inną trenerką, każda wymagała całkowitego zaangażowania. W piątek myślałam, że wysiądę mniej więcej w połowie dnia, ale zagryzłam zęby i jechałam dalej. W sobotę po 16:00 byłam zdziwiona, że to już koniec. Niedzieli prawie nie pamiętam (pewnie ze zmęczenia 😛 ), ale patrząc po filmikach z warsztatów też dałam radę.

  • Zdecydowanie. Głowa potrafi być najsłabszym ogniwem.
    Ale jeżeli uda się uciszyć te malutkie, złośliwe myśli „Nie dasz rady”, „To ponad Twoje siły” to można góry przenosić.
    Ja u siebie na crossficie widzę prostą zależność – zaczynam myśleć -> pojawiają się ww. myśli -> upuszczam sztangę/gubię się na skakance/opadam z sił. Wyłączę myśli -> lecę na instynkcie -> daję radę do końca.
    Tak zwany „overthinking” http://psycholog-pisze.pl/wp-content/uploads/2015/02/maxresdefault.jpg

Zostaw odpowiedź

back to top