Przyznaj – zawsze mogłoby być coś do poprawy.
Teoretycznie nogi są w porządku, ale nie obraziłabyś się, jeśli byłyby chudsze. Wprawdzie nie powinnaś narzekać na brzuch, ale dobrze by było, gdyby w talii nagle zniknęły z trzy centymetry. A w sumie, gdyby się tak zastanowić, z miłą chęcią wymieniłabyś całe ciało. No i twarz. Nie wspominając już o włosach.
W dobie wszechobecnych idealnych modelek, dziewczyn z tumblra, pięknych piosenkarek i blogerek modowych, które wyglądają, jakby dopiero zeszły z wybiegu, naprawdę trudno jest nie mieć kompleksów.
Chcąc nie chcąc porównujesz się do wszystkich tych dziewczyn w sieci, czytasz artykuły w gazetach mówiących o wyższości szczupłej sylwetki nad wszystkim innym na tym świecie i podziwiasz makijaże na nieskazitelnie czystych buziach. To dzieje się automatycznie: próbujesz odnaleźć swoją hierarchię w tym korowodzie pięknych i idealnych.
I zazwyczaj odnajdujesz się na samym końcu.
DLACZEGO NIE MA NA TO RECEPTY?
To nie będzie wpis z magicznymi sposobami na to, jak polubić swoje ciało. Na pewno nie dowiecie się tego ode mnie – chociażby dlatego, że sama chciałabym je znać.
Ten wpis to próba walki z głupimi kompleksami, które czasami mogą nas totalnie sparaliżować.
Przynajmniej na mnie tak działają. Naoglądałam się zdjęć fitblogerek – najczęściej ze Stanów – i wstyd mi wrzucać swoje zdjęcia, bo przecież też powinnam wyglądać jak szczupły, chodzący mięsień, który nigdy nie tyka piwa i zawsze odmawia, gdy ktoś częstuje czekoladą. Porównuję się i wychodzę na minus. Totalnie.
I wiecie co? Mam tego dosyć. Mam dosyć tego, że większość z nas marudzi na swoje ciało. Że nie podoba nam się tłuszcz tu i ówdzie, że zakrywamy się bluzkami na plaży, że patrzymy w ziemię przy spotkaniu, bo głupio podnieść nam do góry buzię pokrytą lekkim trądzikiem.
Do cholery, z własnej skóry nigdy nie wyjdziesz. Nie dasz rady. I masz dwa wyjścia – albo do końca życia będziesz się okrywała kocem wstydu i nienawidziła wszystkich luster, albo staniesz wreszcie naprzeciw swojego odbicia i powiesz do siebie, że w sumie to jesteś gotowa się zaakceptować.
Że będziesz się starała poprawić to, co uważasz za złe, ale nie będziesz nienawidziła tego, co już masz. Bo nie na tym to polega – nie powinnaś ćwiczyć dlatego, że nie lubisz swojego ciała. Powinnaś ćwiczyć dlatego, że lubisz je na tyle, że chcesz, żeby było jeszcze zdrowsze i ładniejsze.
Różnica ogromna. Pozwólcie, że zacznę pierwsza.
TO WŁAŚNIE JA
Cześć, jestem Marta. Ważę 52 kilo. Czasami nie chcę wrzucać zdjęć na bloga, bo boję się, że nie jestem wystarczająco fit. Mam zastrzeżenia co do niektórych części swojego ciała.
I wiecie co? Mam tej całej sytuacji dość. Koniec z krzywym patrzeniem w lustro.
Oczywiście, że nie pokonam kompleksów jednym wpisem. Tak jak ty nie pozbędziesz się ich jednego dnia – to niemożliwe. Grunt to uświadomić sobie, jak głupie i niepotrzebne jest wytykanie sobie wad swojego ciała. Zorientować się, że użalanie się nad sobą i płakanie do lustra nic nie daje.
Nie podoba ci się twoje ciało? Spróbuj je ukształtować, ale nie za wszelką cenę. Nie pozwól, żeby głupie wyobrażenia o tym, jak powinnaś wyglądać cię blokowały, jak mnie. Sprawiały, że czegoś nie zrobisz, bo uważasz, że jakaś część ciebie jest beznadziejna. Albo popychały cię do głupich, destrukcyjnych zachowań.
Szkoda marnowania życia na smutek z powodu tego, że nie wyglądasz tak jak Angelina Jolie. Ciało możesz w każdej chwili ukształtować – i dasz sobie z tym radę. Ale nie powinnaś mieć przy tym chorej głowy: takiej, która odwraca wzrok, kiedy patrzy w lustro.
Jesteś piękna, niezależnie od tego, ile ważysz, czy masz piegi albo trądzik. Proste.
Szkoda czasu na nienawiść do własnego ciała. Więc na początek powiedz mi: co w sobie lubisz najbardziej?
Na moim drugim blogu przeczytasz dziś o nielubieniu swojego charakteru: KLIK







Dokładnie! Zmieniać to co da się zmienić a to czego nie – trzeba jakoś przeżyć! I lepiej pozytywnie sie do tego nastawić i zaakceptować niż cały czas sobie wytykać wady 🙂 Super tekst!
Nic
Na prawde nie ma we mnie nic ładnego. Nigdy w życiu nie usłyszałam komplementu na jakąś część mojego ciała, a co dopiero mi ma sie coś podobać
Jest mi smutno kiedy patrze w lustro bo próbuje się doszukać czegoś ładnego a nigdy nic nie znajduje
Bo nic takiego nie ma
To musisz od kogoś usłyszeć, że coś jest ładne, żeby tak myśleć?
Ja też tak kiedyś myślałam – że nie ma we mnie nic ładnego. Na pewno jest coś, czego nawet nie bierzesz pod uwagę, bo wydaje ci się, że to jest do kitu. Nie jest. I ty też nie jesteś do kitu.
Akceptacja siebie wcale nie jest łatwa,nawet, jeśli chcesz to zrobić świadomie, zwłaszcza, jeśli masz skłonność do porównywania się z innymi ludźmi. Wymaga sporo pracy. Ale mam nadzieję, że kiedyś zerkniesz w lustro i zobaczysz coś ładnego. Proszę, przestań sobie wmawiać, że tak nie jest.
Marta, dzięki za ten wpis. 🙂 poza tym powiem Ci, że podoba mi się Twój blog z prostej przyczyny – masz sporą wiedzę na temat sportu (przeciez tyle lat trenowałaś!!!), że czytając Twoje porady wiem, że są warte uwagi a przede wszystkim czerpiesz je z własnego doświadczenia. Jest wiele blogerek polskich, które łączą modę i nagle zajmują się sportem i mają mnóstwo rad i w ogóle doświadczenie 2miesięcznego biegania, cześć i chwała im za to że namawiają ludzi do aktywności sportowej, ale troszkę śmieszy mnie dodawanie codziennie kilku zdj z endomondo czy jakiś innych supermodnych aplikacji, no bo w końcu się trenuje dla siebie a nie dla ogółu. Tak mi się wydaje 😀
Jak ja bym chciała mieć 52 kg i piegi ;( ;( ;(
Ale za to lubię moją wciętą talię i długie nogi.
Generalnie lubię siebie. Jestem całkiem szczupła i czuję się zdrowo. Nie obraziłabym się za lekki wzrost wagi, pozbycie się oponek z brzucha i pozbycie się trądziku. Ale umiem zaakceptować, że nie jesteśmy idealni i to czyni nas ludźmi wyjątkowymi. Akceptuję siebie i dzięki temu inni też mnie akceptują 🙂
Bardzo fajny wpis 🙂 Można się odchudzać, głodzić i uważać, że waga jest najważniejsza i zawsze dążyć do tej wymarzonej, ale nic z tego jeśli nie zaakceptujemy samych siebie. Możemy wyglądać jak modelki Victoria Secret, a bać się spojrzeć w lustro. Tu nie ma do rzeczy jak się wygląda, bo każdy ma w sobie coś pięknego.
Czy ja akceptuję siebie? Nie do końca, ale moja samoakceptacja ciągle idzie w górę również dzięki właśnie takim wpisom jak ten. 🙂
Jesteś bardzo mądrą kobietą!
Pozdrawiam, Kasia
Lubię swoje łydki, talię, biust… a tak najbardziej-najbardziej to oczy 🙂
Niby to wszystko jest takie proste, prawda? Dobrze wiem, że nienawiść do własnego ciała tylko niszczy, ale jakoś nie mogę powstrzymać się od porównywania się do innych ludzi. I mogłabym na poczekaniu wymienić to, co chciałabym w sobie zmienić, ale nad tym co w moim wyglądzie mi się podoba muszę już trochę pomyśleć… ostatnimi czasy bardzo podobają mi się moje nogi i pośladki, może też oczy są ładne, no i kolor włosów. Niestety, nic poza tym.
Chyba od zawsze lubie swoje oczy – trochę ślepe i za szkłami, ale ładne i duże 🙂 No, i nogi też nie są brzydki, tylko nie są takie szczupłe i nawet jakbym chciała założyć spódniczkę to się wstydzę i boję jednocześnie, bo kompletnie nie wierzę, że mogę w nich ładnie wyglądać.
Mam ogromną bliznę na czole, której się nigdy nie pozbędę. Tak się do niej przyzwyczaiłam, że nie przeszkadza mi ona, jest moim „znakiem rozpoznawczym”. A to, że mam trądzik, słabe i cienkie włosy… walczę z tym. Kremy, maseczki itp. bo kto wie czy jakbym tego nie używała to czy by gorzej nie było. Zwalczyłam oponkę na brzuchu to mogę walczyć dalej o lepszy obraz w lustrze, jeśli się nie uda nic się nie stanie, ale wiem że próbowałam 🙂
A co w sobie lubię? Nogi i pośladki! 😀 Zresztą nie tylko ja. Ostatnio dostałam nawet komplement od obcej dziewczyny na temat moich nóg. Do końca dnia się uśmiechałam sama do siebie.
Dzięki za tych kilka prostych słów. Niby nic odkrywczego, ale warto od czasu do czasu „dać sobie kopa”, takiego pozytywnego – bo nie wszystko od nas zależy, nie warto się porównywać, ale skupić na swoim życiu. I codziennie stawać się lepszą wersją samej siebie. Czasem musi Ci to powiedzieć ktoś obok, choć nie trzeba być Einsteinem, żeby pewne rzeczy zobaczyć samemu…
A ja poznałam sposób na swoje kompleksy 🙂 Taniec orientalny w fantastycznej szkole, pod okiem dwóch rewelacyjnych instruktorek. Dzięki temu, że tańczę zaakceptowałam swoje 5 kg za dużo i te fałdki na brzuchu. Stając przed lustrem w bieliźnie widzę nie dziewczynę, która powinna zacząć dietę, ale piękną kobietę, której shimmy wygląda obłędnie.
Szczerze polecam taniec orientalny, i każdy inny rodzaj tańca, bo on ośmiela i uczy, że ciało to piękne narzędzie, tylko trzeba nauczyć się je wykorzystywać.
okej, Ty ważysz 52kg i masz świetną sylwetkę, a co mają powiedzieć osoby (np. ja) ważące 75kg, walczące z udokumentowanym kompulsywnym objadaniem się i za chiny nie potrafiące schudnąć? zazdroszczę Ci, Marto 🙁 zarówno optymizmu, jak i sylwetki! trzymaj tak dalej!
Hej, mam na imię Blanka i ważę 60 kg, choć wszystkim wokół mówię, że 59. Ta granica 60 mnie przeraża. Chciałabym ważyć 55 kg, mieć szczuplejsze łydki, jędrniejszą pupę, większe piersi i kilka cm mniej w talii;) Stworzyłam całe listy zmian od palców stóp aż po włosy. Jem nieregularnie i w dodatku śmieciowe jedzenie, nie uprawiam sportów, nie wyprowadzam się na spacery. Nie wiem dlaczego traktuję moje ciało tak źle. Może rzeczywiście go już nie lubię.
Kiedyś było inaczej. Później przyszły studia i całe dnie na tyłku. W przerwach jedzenie na mieście.
Wszystkie mamy problemy z własnym ciałem, większość z wagą i chciałabym mieć ładniej wyrzeźbioną sylwetkę. najchętniej bez wysiłku :).
Ja jestem niecierpliwa i od lat ciągle walczę o moje lepsze ja. Dopiero od paru lat mam w sobie więcej akceptacji, ale żałuję, że nie miałam jej mając 20 i kilka lat, tylko dopiero w wieku, kiedy to moja córka ma tyle lat. A naprawdę byłam fajną laską :), a dopiero teraz widzę, że i teraz jestem, chociaż mam jeszcze parę kilo więcej i ciągle walczę, żeby chociaż to utrzymać i poprawić, co się da.
Szkoda czasu dziewczyny!
Ja już bardzo wiele razy bezskutecznie brałam się za odchudzanie – często mi to nie wychodziło, bo zabrakło czegoś – najczęściej motywacji… Przed ślubem motywację złapałam i przez rok wyszłam na prostą 😉 Teraz już nie mogę powiedzieć, że się odchudzam – po prostu żyję zdrowo i trzymam kondycję, czego Wam wszystkim życzę. Podstawowym problemem u mnie było dobre zorganizowanie posiłków, bo jednak jak człowiek pracuje, to wbrew pozorom nie ma czasu (ani sił) na przygotowywanie cudnych rzeczy każdego dnia 😉 Ale jeśli mamy wsparcie najbliższych i odpowiednią motywację, to wszystko jest możliwe 🙂
Cześć jestem Marta mam 18 lat. Ważę obecnie 50 kg ale w talii mam 63 cm. Jedynie co mi się nie podoba w moim ciele ? To mój okropny i przebrzydły brzuch szczególnie jego dolna część która ciągle odstaje ;/ i moja paskudna budowa pleców. Nie ukrywam że kiedyś miałam wadę postawy ale udało mnie się ją wyleczyć ( całe szczęście ) Moim marzeniem jest mieć umięśniony brzuch i plecy i zdrowo się odżywiać . Już się odżywiam zdrowo ale nie jestem do końca pewna czy dobrze. A wziąsć się za siebie ? Jakoś mi brakuje motywacji i nie mam pojęcia jak się za to zabrać . A co do autorki . Autorka jest szczupła i na pewno lepiej wygląda ode mnie. Pozdrawiam 🙂
Nie mam jakichś poważnych kompleksów dotyczących ciała, istnieje tylko jeden – moja płeć. Na początku ciężko było to przezwyciężyć i zrezygnować z próby dokonania obustronnej mastektomii, ale wreszcie udało mi się nabrać pewnego dystansu do pewnych części ciała. Chcę przekazać geny, wychować zdrowe, nieskażone propagandą gender dzieci, które nie będą musiały się mnie wstydzić. Bardzo pomogła mi przy tym wiara w reinkarnację i w to, że kiedyś odrodzę się jako facet. Ckliwe gadanie ckliwym gadaniem, ale chcę po prostu dać niektórym do zrozumienia dwie rzeczy. Primo – z tym da się żyć. Secundo – myślę, że każdy jest w stanie pokonać słabości swego ciała i zaakceptować je, tylko musi znaleźć metodę i odkryć w sobie dużo cierpliwości.
Jestem Julia ,mam 16 lat i na twojego bloga trafiłam nie z chęci obsesyjnego odchudzania się typowego dla natolatek w moim wieku ,ale chciałam zacząć się zdrowo odżywiać i ćwiczyć dla lepszej kondycji. Nieprzepadam za swoimi nogami .Za to mogę się pochwalić dobrą jakością skóry i pełnym biustem jak na mój wiek. Pozdrawiam.
na Twojego bloga trafiłam przez przypadek wpisując coś w wyszukiwarce na temat akceptacji samego siebie. Weszłam na chwilę i zostałam na dłużej czytam i nadrabiam to co mnie wcześniej ominęło;) Myślę, że temat akcpetacji własnego ciała jest bardzo rzadko poruszany a szkoda…. Sama ćwiczę i stram odżywiać się zdrowo od 3 lat. Zainspirowała mnie przyjaciółka, która sama postanowiła zmienić swoje ciało i swoje nawyki. Smutny jest jednak fakt, że od czasu kiedy schudłam i posypało się mnóstwo komplementów automatycznie zaczełam bardziej spoglądać i przkładać wagę do swojego wygladu …czesniej jestem niezadowolona z niego czesciej wytykam sobie bledy, ktore nie maja az tak wielkiego znaczenia. Chciałabym byc zawsze piekna szczupła aaa… przede wsyztskim chciałabym nadal otzrymywac te dobre słowa ktore spotkały mnie na poczatku drogi w odchudzaniu( miałam wage zawsze w normie jedynie znajdowałams ie z gornej granicy bmi) Człowiek karmi sie komplementami inncyh jest łasy na „głaski” innych 🙂 ….jednak trzeba uczyc sie zyc na tylko i wylacznie swojej satysfakcji i swoich odbicu a niie innych osob. Lubie w sobie piegi wiosna i to ze mam długie nogi 😉
Szczerze to nie wiem, czy komuś pomaga mówienie: „jesteś piękna, nieważne czy…” kiedy ktoś jest święcie przekonany o tym, że jest brzydki, albo raczej – że ma jakąś niepiękną niedoskonałość ciała, której nienawidzi (np. trądzik czy bliznę). Jak pomaga, to super, ale jak nie…
…moim patentem jest bardziej: „nie jestem doskonała. I CO Z TEGO?!?”
Jak miałam kompleksy, to właśnie tego typu nastawienie bardziej mi pomogło. Nie wmawianie sobie, że jestem piękna, kiedy nie czułam się piękna i nie byłam piękna, bo byłam zaniedbana. Pomogło mi to, że zwyczajnie dałam sobie prawo do bycia brzydką, zamiast w kółko samobiczować się z tego powodu, tak jakby wygląd to była najważniejsza rzecz na świecie, a wiadomo – nie jest. Dopuszczenie do siebie świadomości, że mogę być niedoskonała, a potem dopuszczenie do siebie kolejnej myśli – że mogę się tym kompletnie nie przejmować, było objawieniem i wybawieniem.
Do dziś nie mam problemu z akceptacją siebie. Nie spinam się, jak mi odpryśnie lakier (albo jak wychodzę na dwór z mokrymi włosami), że „wszyscy paczo i mnie zjedzo i sobie o mnie źle pomyślo” (no ok, trochę czasem się spinam, ale uczę się sobie odpuszczać 😉 ). Oczywiście staram się dbać o siebie i nie mam nic przeciwko upiększaniu ciała na różnorakie sposoby, ale mam świadomość, że nawet, kiedy będę wyglądać jak modelka, to znajdą się ludzie, którym mój wygląd podobał się nie będzie, bo 'nie jest ładne to, co jest ładne, lecz to, co się komu podoba’ – tak więc trzymam mocno w ryzach przejmowanie się własnym wyglądem i zachowuję tylko tyle samokrytycyzmu, by motywował mnie on do pozytywnej zmiany, a resztę wyrzucam do kosza, bo nie jest on w życiu potrzebny 🙂
Tak więc nasze podejście jest bardzo podobne 🙂
Marta, rewelacyjny post, oby takich więcej!