Kocham to, że ludzie zaczęli dbać o zdrowie. Naprawdę! Nic mnie tak nie cieszy, że zaczynamy się ruszać, jeść zdrowo i pracować nad formą. Jednocześnie – nic mnie tak bardzo nie smuci, jak to. Dlaczego? Bo problem polega na tym, że jednocześnie z modą na bycie fit, niektórym totalnie odbiło.

Nie da się zaprzeczyć, że istnieje moda na bycie w formie. Po prostu. Ludzie masowo kupują karnety na siłownię, zaczynają ćwiczyć w domu, nosić posiłki w pudełkach i czytać etykiety. I to bardzo dobrze! Im zdrowsze i bardziej świadome społeczeństwo – tym lepiej. 

Ale razem z całym szałem na fit sylwetki i fit życie, zaczęło się coś, czego kompletnie nie rozumiem:
bardzo krytyczne podejście do ciała. Nie tylko swojego. 

JESTEŚ ZA GRUBA

Ludzie zaczęli stawiać poprzeczkę niesamowicie wysoko. Kiedyś za szczupłą uważano dziewczynę o normalnej wadze i przeciętnym BMI. Teraz szczupła jest tylko sylwetka umięśniona lub chuda, a „zwykłe” dziewczyny uważane są za „nie w formie”. Niektórzy brzydko mówią: „zalane”, „grube”. 

Z przerażeniem obserwuję, jak ludziom się poprzestawiało w głowach (łagodnie mówiąc). Nie potrafię ogarnąć, co się, do cholery, z nami stało! 

  • nie masz wiecznego kaloryfera – jesteś nie w formie,
  • nie masz dużej pupy – masz płaskodupie,
  • nie masz chudych ramion – jesteś duża,
  • nie masz poziomu tkanki tłuszczowej poniżej 20 % – jesteś „zalana”.

Przypominam tylko, że 20 % to dolna granica tkanki tłuszczowej, uznawanej przez lekarzy jako „zdrowy poziom”. Jak chora jest więc sytuacja, skoro minimalny zdrowy poziom tkanki tłuszczowej jest dla nas oznaką „zalania”?

Świat się przewraca do góry nogami.

O CO CHODZI?

Mamy nie jeden, a dwa problemy.

Pierwszy – to wyidealizowany obraz „pięknej sylwetki”. Poprzewracało nam się w tyłkach. Od patrzenia na fit inspiracje, zdjęcia najczęściej robione przez profesjonalnych fotografów, z sesji zdjęciowych i gapienia się na idealne ciała na tych fotkach, całkowicie zmienił nam się tok myślenia. Przez modę na kulturystykę wydaje nam się, że żeby być trenerem, trzeba mieć bardzo niski poziom tłuszczu i same mięśnie. Ba, w sumie już te wytyczne nie dotyczą tylko trenerów – każda zadbana kobieta powinna tak wyglądać!

A wiecie, co ja wam powiem? Że połowa tych wszystkich fit inspiracji, którymi kierują się ludzie, do swoich sesji zdjęciowych często się odpowiednio przygotowuje. Manewruje ilością węglowodanów, odwadnia się, je mniej, więcej ćwiczy. Taka jest prawda. Pewnie – są osoby, które wyglądają jak z okładki cały czas, ale nawet je wzdyma. Każdy z nas jest człowiekiem.Ważna jest też – nie ukrywajmy -genetyka. Jeśli mamy wąskie biodra, to trudno liczyć na „szparę między udami”, której tak pragną nastolatki. Z kolei u niejednej grubszej osoby ta szpara będzie – bo takie mają ułożenie kości, że szpara powstaje samoistnie przez kształt miednicy, a nie przez nasze treningi i dietę.

Załamuję się czasami. Piszą do mnie trzynastolatki, piętnastolatki, które ważą 48 kilogramów i chcą schudnąć. Podają wzrost i okazuje się, że mają niedowagę. Ale słyszę od nich: „bo mam wzdęty brzuch!”, „bo nie mam kaloryfera!”, „bo moje uda są duże…”.
Naprawdę, ciężko się to czyta. Uwierzcie. Człowiek chciałby pomóc, ale często się nie da, bo dziewczyny – i dorosłe kobiety też – są tak zapatrzone we wzorce, które znajdują w sieci, że nie myślą racjonalnie.

Drugi problem – to to, że wydaje nam się, że jesteśmy w sieci bezkarni i mamy prawo krytykować inne ciała. Nie mamy. Niezależnie od tego, czy ktoś prowadzi publiczny profil czy nie, nie mamy prawa komentować w sposób chamski albo krytyczny tego, jak wygląda. Dlaczego? Wiem, że wam, moim czytelnikom, nie muszę tłumaczyć – ale chociażby dlatego, że jest to niemiłe… i że 99 % osób, które hejtują ludzi w sieci nie zrobiłoby tego na żywo, mówiąc to w twarz. Anonimowość w internecie dodaje nam odwagi -niestety, nie do fajnych rzeczy, a często do chamstwa i wyżywania się na innych.

BYCIE FIT KOBIETĄ TO NIE ŁATWIZNA

Ciało kobiety jest bardzo kapryśne. Są dni, że wygląda dobrze samo w sobie, zwłaszcza jeśli dużo ćwiczymy i prawidłowo się odżywiamy. Wystarczy jednak być przed miesiączką, w trakcie albo dzień po, by wyglądać zupełnie inaczej. Zarysy mięśni wtedy znikają, brzuch się zaokrągla, ciało nieco puchnie. Jest to normalne.

Utrzymanie bardzo niskiego poziomu tkanki tłuszczowej u kobiety, co wiąże się z bardzo widocznymi mięśniami, jest trudne. Oczywiście, niektóre dziewczyny mogą jeść normalnie, nie głodzić się i będą miały kaloryfer 24/7 – taka ich uroda/typ sylwetki, że łatwiej jest utrzymać im niski procent tkanki tłuszczowej bez konsekwencji zdrowotnych.

Literatura i badania jednak bardzo konkretnie podkreślają, że jest to jakiś procent dziewczyn. Dla większości z nas utrzymanie niskiego procentu tkanki tłuszczowej, takiego, jaki jest np. u dziewczyn z zawodów bikini fitness, będzie okupione regularnymi i ciężkimi treningami oraz stuprocentowym przyporządkowaniem się diecie.  Bardzo często zawodniczki startujące w takich konkursach mają problemy z miesiączkowaniem i ze zdrowiem, bo dla ich ciała poziom tkanki tłuszczowej jest za niski.

CO NAM SIĘ STAŁO?

Jak mocno musiało nam się poprzewracać w głowach, skoro uważamy zwykłą, ładną, wysportowaną sylwetkę za GRUBĄ I ZA DUŻĄ? Co jest z nami nie tak, że minimalne boczki czy normalny (podkreślam – NORMALNY) procent tkanki tłuszczowej uważamy za balast i coś bardzo złego?

Jest to strasznie smutne i będę szczera – po prostu mnie przeraża. W jaką stronę to wszystko idzie?

Cieszmy się zdrowiem, korzystajmy z energii, którą daje zdrowe życie i przestańmy się tak spinać – zarówno na swoim punkcie, jak i na innych. Na świecie jest miejsce na różne typy sylwetek, a jedno się nigdy nie zmienia – ideały nie istnieją.

 

 

  • Jasemzuzia

    Jestes super 🙂

  • Super potrzebny wpis! Coraz więcej podobnego podejścia widzę chociażby na instagramie, ale ciągle za mało. Z własnego doświadczenia wiem, że bardzo niski poziom tkanki tłuszczowej, jeżeli nie ma się ku temu naturalnych predyspozycji, jest bardzo trudny do utrzymania. Da się, ale tylko na bardzo restrykcyjnej diecie, która rujnuje kobietom całą gospodarkę hormonalną.

    • To prawda! Co do IG – niestety, ja to obserwuję tylko na zagranicznych instagramach. Na polskich dalej królują gołe pupy i „redukcja, redukcja, masa, redukcja”. 🙁 Szkoda.

  • Dusia

    Dziekuje Ci z całego serca.

  • Marta Gorczowska

    Bardzo dobrze, że stworzyłaś taki wpis. Problemy ludzi krążą teraz często wokół sylwetki, kompleksów. A od przesadnego skupienia się na wyglądzie do chorób psychicznych jest tylko jeden krok.

    • To prawda! Zwłaszcza u młodych dziewcząt, które są bardzo podatne na wpływy 🙁

  • Ania

    <3

  • Matylda Kołodziej

    Brawo! Święte słowa! Sama prawda! Trzeba by to na plakatach porozwieszać po wszystkich miastach w Polsce. Tylko czy wszyscy wzięliby sobie do serca? Przecież i tak wiadomo jak ma wyglądać „atrakcyjna kobieta”. Rzeczywiście, szaleństwo na punkcie wyglądu zatacza coraz szersze kręgi. Właśnie, WYGLĄDU. Nie o zdrowie chodzi, nie o sprawność, nie o to żeby na przykład z nastoletnimi dziećmi po górach pochodzić i podziwiać a nie łapać powietrze z trudem… Od siebie dodam jeszcze, ze smutkiem, że jakoś tak coraz więcej o tym wyglądzie się myśli, a coraz mniej się MYŚLI, tak w ogóle… A gdzie czytanie książek, dowiadywanie się, ciekawość co na świecie, co naukowcy odkryli, bycie z bliskimi, dla bliskich…
    No, trochę mnie poniosło 🙂 ale idea chyba czytelna. Żeby nie było 🙂 sama ćwiczę, biegam, jeżdzę na rolkach, rowerze, pływam…od lat, a mam tych lat sporo. Ruch to radość i przyjemność, relaks po pracy. Odsuwa w czasie osteoporozę, zawał, cukrzycę, nadciśnienie. No ale modelką to już raczej nie zostanę. Jak 99,9 procent kobiet na świecie. Marta, pisz dalej, bo mądrze piszesz.

    • Dziękuję Matyldo za taki wartościowy komentarz! Ja też uważam, że powinno chodzić o zdrowie i o sprawność, ale wiem tez, że ludziom łatwiej się zmotywować, jeśli myślą o efektach wizualnych. Problem polega na tym, że skupiamy się głównie na wyglądzie, a przez media mamy spaczony obraz zdrowej sylwetki – i to jest bardzo smutne. 🙁

      • Krycha

        Na obozie sportowym jedna ośmiolatka mi powtarzała, że jej widać żebra, czyli to znaczy, że jest gruba. No co za idiotyzm? Próbowałam jej wytłumaczyć, że wcale nie jest gruba, ale jest zbyt uparta.

  • Super Marta, że masz takie zdrowe podejście do tego! Dla wielu osób jesteś autorytetem, więc takie artykuły i głośno wypowiedziane zdanie (jak w czasie wczorajszej transmisji) uświadomi niektórym, że przesada w żadną stronę nigdy nikomu nie wyszła na zdrowie.

    • Mam nadzieję, że tak będzie! Staram się wykorzystywać zasięg do tego, żeby promować dobre rzeczy. 🙂

  • Kasiula K

    Święte słowa Marto!

  • 高見彩乃

    Ja mam sporą nadwagę i mówienie o sobie, że jestem gruba jest ok, bo to prawda. Ale jak słyszę, gdy szczupła laska mówi to samo o sobie, to mam dziką ochotę udusić ją gołymi rękami. Autentycznie.

    • KatB

      Każda kobieta ma to do siebie, że nie podoba jej się coś w swoim ciele, a wg. innych jest irracjonalnym kompleksem i jeżeli tylko „podsłyszałaś” jak szczupła laska marudzi na swoją figurę, to ok. Gorzej jak taka ma 2 kg nadwagi, a żali się innej, mającej 20 nadprogramowych kilogramów ! I nie wiadomo czy strzelić takiej przez łeb? Uświadomić niezamierzone chamstwo i głupotę? Czy odwrócić się na pięcie i olać?

      • 高見彩乃

        Trafiony zatopiony. Wczoraj koleżanka z pracy, której wystają żebra i sterczą kości z każdej strony skarżyła się mi jaka ona to nie jest gruba. Skarżyła się mnie – osobie z 20 kilogramami nadwagi… (╯°□°)╯︵ ┻━┻

  • danon

    Marta a co sądzisz o treningu opartym na skakance ? 🙂

  • Ola

    Bardzo Ci dziękuję za ten wpis! Osobiście śledzę wpisy Twoje i paru innych fit-inspirujących dziewczyn, staram się podążać, ćwiczę 3-4 razy w tygodniu, co bardzo mi pomaga, czuje się silniejsza i po treningu bardzo pewna siebie, ale niestety stres powoduje, że na ogół jem kilkaset kalorii więcej dziennie niż tyle, by schudnąć.. Mam rozmiar 36/38 a mimo to czuje się gruba, za gruba by kupić sukienkę nieraz.. Gdy w sklepie widzę rozmiar 38 na metce i on na mnie pasuje, a 36 nie (kiedyś pasowało), to nie kupuję, czuje się za gruba. Bardzo chciałabym walczyć z tym poczuciem, w Polsce widać, że czasem za bardzo biegamy za byciem fit. Jestem teraz na jakiś czas na Węgrzech i widzę, że tu ludzie inaczej podchodzą do wyglądu- ma to i złe strony, bo dużo więcej jest naprawde otyłych dziewczyn, ale widzę, że dziewczyna o rozmiarze 38 nie boi się założyć krótkich spodenek, myśląc, że jest gruba (co w Polsce raczej zauważam na ulicach..). Wśród trenerek widzę, że ostałaś się, jako najbardziej „ludzka”, akceptująca, spokojnie motywująca, za co pięknię dziękuję! Zostań taką <3 Pozdrawiam!

    • Gabriela Bochenek

      Rozmiary ubrań to w ogóle jest jedna wielka masakra. Moje rozmiary spodni wahają się od 34 do 40 (te skrajne rozmiary wcale nie stanowią tylko jednej czy dwóch par spodni), a jestem chuda i mam 15,9 % tłuszczu w organizmie… Producenci ubrań stosują zupełnie różne szablony…

      • Angela xyz

        Rozmiarówki 😉 szablony każdy ma swoje 😛 myślę że problem w tym, że w sklepach mamy ubrania z całego świata, a wszędzie są inaczej wyliczane rozmiarówki. W Polsce zazwyczaj korzysta się ze standardowych rozmiarów opracowanych lata temu, przynajmniej w teorii 😉 kult szczupłego ciała jest wszędzie i niektórzy mogą zaniżać rozmiary żeby się lepiej sprzedawało

  • gabi29

    Myślę że ten wpis uświadomi niektórym osobą pewne rzeczy. Ja od niedawna jestem strasznie nie zadowolona ze swojego ciała a to dlatego ze mam nadwagę ale też przez te wszystkie wyidealizowane modelki i Fit inspiracje, przez to też niektóre dziewczyny popadają w anoreksje, wiec przestałam je oglądać i wezmę się za siebie. 😉 <3

    • I bardzo dobrze 🙂 Trzymam kciuki za Ciebie i pamiętaj, że niezaleznie od wagi jesteś wartościowa i piękna 🙂

  • Ilona

    Marta, z góry przepraszam, bo wiem, że to co zaraz napiszę to będzie mój obszerny strumień świadomości. Muszę to z siebie wyrzucić. Bardzo zazdroszczę Ci tego racjonalnego podejścia do zdrowia, sportu, życia. Teoretycznie mogłabym powiedzieć, że moje jest takie samo: nigdy nie liczyłam obsesyjnie kalorii, kiedy mam ochotę na coś słodkiego to po prostu to jem (nie codziennie i nie w kilogramach, rzecz jasna:P ) i ogólnie, zawsze zgadzam się z tym co piszesz, uważam, że zdrowy rozsądek przede wszystkim. Dbam o dietę, ale nie obsesyjnie. Mam to szczęście, że nie lubię tego smaku chemii w produktach i wyczuwam go od razu, dlatego nie piję słodkich napojów, wód smakowych, nie wspominając już o coli i innych gazowanych napojach, bo zwyczajnie mi nie smakują. Uwielbiam owoce i warzywa. Jem po 2-3 posiłki dziennie + jakaś przekąska w międzyczasie. Pracę mam taką, że stoję/chodzę/biegam czasem nawet po 12 godzin, dlatego trenuję rzadko: raz-dwa razy w tygodniu. Uwielbiam basen, rower. Wszędzie gdzie się da chodzę pieszo albo jeżdżę rowerem. Mam 21 lat, ważę 56 kg i mam 164 cm wzrostu. Teoretycznie wszystko w porządku. Jednak mój problem tkwi w tym, że mimo zdrowych (albo przynajmniej normalnych, nieszkodliwych) nawyków żywieniowych i ruchowych, mam straszne kompleksy. Noszę rozmiar 36 w większości marek, sporadycznie zdarza się 34 lub 38 – wiadomo, rozmiarówki są różne. Mam kompleksy na punkcie swojego wyglądu i nie mogę sobie z nimi poradzić. Nie jestem superaktywna fizycznie ale dużo spaceruję, jeżdżę na rowerze, chodzę na basen, czasem ćwiczę no i mam pracę wymagającą ode mnie dużo ruchu – w ciągu 12 godzin mam 15 do 30 minut przerwy na siedzenie i jedzenie. Nie piszę tego wszystkiego po to, żeby pojawiły się pod spodem komentarze typu: „no co ty, to odpowiednia waga” czy „przecież 36 to odpowiedni rozmiar” albo „marudzisz, chociaż nie masz prawa, co mają powiedzieć osoby z 20 kilogramową nadwagą”. Okej, ja to wszystko wiem. Ale co zrobić kiedy mimo racjonalnego podejścia do życia i wydawałoby się, że fajnego rozmiaru ma się kompleksy z którymi nie można sobie poradzić? Wiem, że większość z Was już na tym etapie nie czyta bo mój wywód jest za długi. Ale chcę pokazać problem z jakim boryka się sporo osób i wynika on właśnie z kretyńskich social mediów i idiotek typu Deyn ( czy jak tam się ją pisze), które kreują konkretne sylwetki, metody itd. Widząc szczupłe dziewczyny w rozmiarach 34, bez trzęsących się ud i z wyrzeźbionymi tyłkami pogrążam się w swoim poczuciu beznadziejności, bycia grubą, tłustą i nie wiem co z tym zrobić. Bo z jednej strony wiem, że nie ma diet cud, że moja waga i rozmiar są odpowiednie i nie chce zafundować sobie jakiejś krzywdy, zniszczyć sobie zdrowia a z drugiej cholernie źle się w swoim ciele czuję przez kreowane przez media wzorce. Zdaję sobie sprawę, że jestem z pokolenia dużo mniej odpornego na medialne szablony, ale jak sobie w tej sytuacji radzić? Czy to jest sprawa dla psychologa? Marto, będę bardzo wdzięczna, jeśli zechcesz to przeczytać i zastanowić się nad tym problemem, bo wiem, że takich dziewczyn jak ja jest dużo więcej.

  • Sandra Kaczmarek

    Od dwóch lat jestem „fit”, nie terroryzuję nikogo tym jakoś specjalnie, ale staram się uświadamiać ludzi i jak ktoś pyta to z chęcią odpowiadam. Trzymam się swoich „zasad” i w 80-85% jem zdrowo.
    Ogólnie ludzie wiedzą o moim byciu fit z resztą bardzo często odpowiadam na pytanie ” a co masz w tym pudełku, jak to robisz, kupiłam to i nie wiem co dalej”
    Pamiętam taką sytuację gdy idąc na uczelnie miałam taki dzień, że chciałam zjeść muszelkę ( takie półkruche ciastko oblane czekoladą z marmoladą w środku). Był to jeden z tych dni kiedy miałam na to OGROMNĄ ochotę i nie było mowy żeby jakiekolwiek fit cudo mogłoby mi to zastąpić. Niewiele myśląc weszłam do cukierni kupiłam ciacho i poszłam na zajęcia. Na przerwie zabrałam się za jedzenie i nagle słyszę jakiś krzyk, już rozglądam się za ofiarą, której trzeba udzielić pomocy ( skrzywienie zawodowe :D) ale szybko zorientowałam się, że jest on kierowany w moją stronę. Koleżanka pokazuje palcem na moją muszelkę i mówi bez tchu Sandra to Ty jesz takie rzeczy? Przecież tam jest cukier, tłuszcz i pełno złego.
    Nie wiedziałam co mam jej odpowiedzieć, miałam pełną buzie, więc nie za bardzo mogłam się wyprzeć, że nie no co Ty nie jem, wpadło mi to do ust przez przypadek 😀
    Pokazuje to jak ludzie postrzegają bycie fit : bycie fit to 100% clean food i żadne odstępstwa nie wchodzą w grę. Bo jak zjesz to przestaniesz być fit i wszystko poszło na marne.
    Jestem uczciwa, tak samo jak promuje zdrowy tryb życia i moje pudełka, tak samo pokazuję, że potrafię zjeść coś co absolutnie nie wpisuję się w fit, jedząc to normalnie przy ludziach, a nie ukrywając się w domu.

    • Hej Sandra 🙂 Dzięki za komentarz. Chociaż ja otwarcie mówię o tym, że jem zdrowo, ale sobie pozwalam, to też zawsze ludzie są w szoku. Najgorzej jest z nowo poznanymi osobami – które wiedzą, że jestem trenerem, ale nie mają pojęcia o blogu i mojej filozofii i zawsze są zniesmaczone – jakbym była hipokrytką. Może bym była, gdybym ukrywała to, że wpadnie mi czasami coś niezdrowego lub gdybym twierdziła, że jem tylko i wyłącznie 100 % clean food 😀 No ale tak jak często powtarzam – mamy problem z podejściem, ciągle nam się wydaje, że coś może być albo dobre, albo niedobre i nie ma nic pomiędzy.

  • Urszula Sinkiewicz

    Ja bym poruszyla tez temat zaczynania „od nowa”. Zjemy cos niezdrowego, wyrywajacego sie poza schemat naszego planu, Nie zrobimy treningu Milo ze na lodowce wisi plan I jak wól napisane ze dzis many zrobic trening I co? Karcimy sie w myslach, mówimy ze jestesmy do bani i w ogole nic nie umiemy nawet jeść zdrowo. I padają magiczne mysli/slowa „zaczynam od nowa”. Zawsze tak robiłam. I teraz tez tak mysle ale zaraz potem mowie sobie ze to gowno prawda. Zaczęlam juz dawno. W momencie kiedy wykonalam pierwszy trening, kiedy wybrałam w sklepie zdrowsze ciastka jak miał ochotę na słodkie. I mowie sobie ze to ze zjem czasem sobie batona twixa, pójdę na mega wielkiego kebaba to nie znaczy ze będę gruba. Uśmiecham sie do siebie i wiem ze dluga droga przede mną aby niezdrowe nawyki byly tylko wspomnieniem ale za mną tez juz duzo pracy. I im mniej siebie za to nienawidzę tym częściej dokonuje lepszych wyborow. I uwielbiam Cie Marta za to, ze to właśnie Ty mi w tym pomagasz pisząc tak ważne artykuły!❤